poniedziałek, 30 września 2013

Podsumowanie miesiąca: wrzesień

Wrzesień był intensywnym miesiącem wcierania olejku na porost Khadi. Jestem z niego bardzo zadowolona, ale o tym za chwilę ;)

(klasyczny puszek okruszek po umyciu :D)

W końcu mi urosły!
Może tego nie widać, bo zdjęcie znowu z innej perspektywy, ale pasemko kontrolne po podwójnym zmierzeniu ma 50 cm. Wniosek jest jeden- w miesiąc podrosły aż o 2 cm!
Bardzo się z tego cieszę i wiem, że ten sukces zawdzięczam olejkowi.

Nie miałam jednak czasu na jedno swoje postanowienie- suszenie włosów zimnym nawiewem, ale to na pewno zmieni się w październiku.

Co używałam w tym miesiącu:
- Nakładałam na skalp na zmianę puder Kapoor Kachli i Pilomaxa do włosów ciemnych
- Wcierałam sumiennie olejek Khadi na porost
- Testowałam mleczną piankę do włosów z.One Concept
- Znalazłam dobry duet na większe wyjścia
- Przetestowałam w końcu suchy szampon Batiste

W październiku koniecznie będę musiała podciąć końcówki, ponieważ ostatnio zrobiłam to 4 miesiące temu.
Dzięki Kręconowłosej (:*) będę miała możliwość testowania wymarzonego serum na porost Babuszki Agafii.
Nie zamierzam przestawać wcierać olejku, więc mam nadzieję, że ten duet zdziała cuda.
Na koniec bonus. Pięknowłosa Mariola poprosiła mnie swojego czasu o nakręcenie filmiku. W sumie dzięki niemu możecie zobaczyć prawdziwy kolor moich włosów w ciemnym pomieszczeniu.
Wiem, że nie są tak piękne i rozsypujące się jak włosy Eve lub Mariolki.... ale i tak je lubię :D:

video
(te dziwne ruchy rękami... :D)
Jak dla Was minął wrzesień?

sobota, 28 września 2013

Denko (6)


1. Alterra maska nawilżająca- maska kameleon. Raz świetnie wygładzała moje włosy. Były mięsiste i błyszczące, a innym razem obciążała.
Zużyłam do pierwszego O w OMO. Mimo wszystko polecam wypróbować. U wielu dziewczyn się dobrze sprawdza pod każdą postacią. Uwaga na alkohol w składzie! Nie kupię ponownie.

2. Isana masło kakaowe- nie smarowałam nim ciała. Służyło mi do zabezpieczania włosów na basenie (post tutaj), a w tej roli sprawdzało się bardzo dobrze. Chcę wypróbować innych produktów, ale i tak kiedyś Kupię ponownie.

3. Pilomax maska regeneracyjna do włosów ciemnych- dostałam go w prezencie od Marioli. Zużyłam nakładając na skalp, ponieważ tam działał najlepiej. Odrosty były błyszczące i miękkie, zaś na długości szału nie robił.
Nie kupię ponownie.

4. Antyperspirant w kulce Adidas action- ma szybko wysychać, a robił to najdłużej ze wszystkich dezodorantów, jakie do tej pory posiadałam. Dobrze chronił, ale latem nie był niezawodny. Mam lepsze pewniki. Nie kupię ponownie.

5. Deba balsam do ciała- Otrzymałam go od firmy Bioarea . Zakochałam się w jego zapachu. Tropikalny kokos podbił moje serce latem.
Nie jestem fanką ciężkich maseł do ciała lub balsamów pozostawiających tłustą warstwę na skórze. Ten spisywał się świetnie, bo bardzo dobrze się wchłaniał. Kupię ponownie.

6. Żel- krem oczyszczający Garnier- Mega wydajny żel do mycia twarzy. Wystarczył mi na na prawdę długi czas. Dobrze oczyszczał, nie podrażniał i ładnie matował skórę. Myślę, że Kupię ponownie.

7. Olejek eteryczny lawendowy- Dodawałam do szamponów do włosów i masek na skalp. Nie zauważyłam dodatkowego przyrostu, a szkoda...
Mimo wszystko dobrze nadawał się do mgiełek na twarz i włosy. Może kupię ponownie.

8. Odlewka balsamu łopianowego Green Phramancy- Dostałam go od Marioli, Był cudowny! Spisywał się najlepiej ze wszystkich produktów do włosów do tej pory. Niezależnie od pogody nawilżał i wygładzał włosy. Za każdym razem były miękkie i pięknie błyszczały. Na pewno Kupię ponownie pełnowymiarowe opakowanie.

9. Krem do twarzy Palmer's- Zauroczyła mnie ta próbka. Ładnie pachnie, świetnie nawilża buzię i sprawia, że jest miękka i gładka. Stosowałam na noc, a rano mogłam się cieszyć wypoczętą i promienną cerą. Jeśli będę miał okazję Kupię ponownie.

10. Odżywka b/s No Inhibition Silkening Milk i Leave In- Obie pachniały świetnie męskimi perfumami. Doskonale ułatwiały rozczesywanie. Włosy były po nich śliskie, ale w żaden sposób nie obciążone.
Do tej pory to najlepsze produkty ułatwiające rozczesywanie jakie miałam!
Myślę, że Kupię ponownie.

11. Sól do kąpieli Welness Beauty z Rossmana- bardzo ładnie pachniała. Sprawiała, że kąpiel była relaksująca i kojąca.
Polubiłam się z nią. Możliwe, że wypróbuję inne wersje. Może kupię ponownie.

12. Krem do twarzy Deba 18-25- próbkę również otrzymałam od Bioarea. Pachniał bardzo ładne i naturalne morelą.
Dla mojej tłustej buzi jednak był trochę za treściwy, ale na zimę myślę, że byłby strzałem w dziesiątkę.
Pomimo tego Nie kupię ponownie.

Jak idzie Wasze denkowanie :)?

czwartek, 26 września 2013

Moje odczucia na temat kremowania włosów

Pewnego czasu blogosferę ogarnął szał dotyczący nowej alternatywy olejowania włosów- kremowania.
Światłem chwały okryło się kakaowe masło do ciała z Isany, które szybko znikało ze sklepowych półek i lądowało na włosach jego zdobywczyń.

O jego kupno pokusiłam się również ja. Spodobała mi się gliceryna wysoko w składzie oraz inne masła.
Jego cena również nie była wysoka (w promocji 10 zł), więc postanowiłam je przetestować.


Jak się do tego zabrałam? Na suchych włosach rozprowadziłam delikatnie masło. Aplikacja jest zdecydowanie łatwiejsza niż w przypadku oleju.
Nie nabrudzimy dookoła oraz nie będziemy całe się błyszczały od kapiących, tłustych kropel.

Problem zaczął się po kilku minutach, kiedy masło lekko zastygło na moich włosach. Stały się bardzo sztywne i nie było możliwości ich rozczesania przed myciem (jak to robię zazwyczaj). Były zbite i tępe w dotyku.

Po spłukaniu okazało się, że nie robiło wielkich cudów z moimi włosami. Nie zauważyłam większego wygładzania, albo błyszczenia. Włosy były takie, jakbym nie nałożyła na nie kompletnie niczego przed myciem.

Próbowałam wielu sposobów- na krótko, na długo, a ono i tak nie dawało żadnych efektów.
Dlaczego je jednak zużyłam głównie na włosach?

Było niezastąpione zabezpieczeniu włosów na basenie.
Jestem zwolenniczką zarówno pływania jak i saun. Za tym drugim moje włosy nie za bardzo przepadają....
Siedząc w gorącym pomieszczeniu czuję, że nagrzewają się do bardzo wysokiej temperatury, a po ich dotknięciu dosłownie parzą dłoń.
Nie zabezpieczam ich tam olejem, ponieważ mam wrażanie, że po jego rozgrzaniu będą się w nim smażyły dosłownie jak frytki.

Z pomocą przyszedł mi krem. Przed wejściem na basen zawsze nakładałam sporą warstwę masła z Isany na włosy, a następnie zwijałam je w koczka.
Podczas pobytu w saunie już tak bardzo się rozgrzewają. Czułam, że chroni je przyjemna, tłusta warstewka.
Po myciu nie są już takie suche jak bez zabezpieczania!

Obecnie nakładam na włosy balsam do ciała od Noni Care o ładnym i naturalnym składzie. Spisuje się równie dobrze w swojej roli i pięknie pachnie pomarańczą.

Podsumowując:

Nie każdej z nas będzie pasowało kremowanie. Niektóre dziewczyny mają po nim jeszcze ładniejsze włosy niż po olejowaniu.
W moim wypadku tak nie było, ale za to ta metoda dobrze sprawdziła się podczas zabezpieczania przed temperaturą w saunie.

Jakie kremy nakładać? Te, które mają w składzie jak najwięcej pozytywnych składników: masła, oleje, gliceryna itp...

Czy warto spróbować? Pewnie, że warto. Jeśli produkt nie sprawdzi się na włosach można raczyć nim przecież całe ciało!

Kremowałyście włosy? Jesteście zwolenniczkami tej metody, czy jednak wolicie klasyczne olejowanie?

wtorek, 24 września 2013

Jak nadać włosom objętości?

Problem ,,przylizanych'' przy skalpie włosów dotyczy chyba najczęściej prostowłosych dziewczyn, chociaż nie zawsze.
Pomimo, że do takich nie należę również czasami mam z tym problem, ale przecież na wszystko da się coś poradzić!

1. Suche szampony- moim zdaniem to one najlepiej radzą sobie z przyklapem. Oczyszczają z nadmiaru sebum i do tego ładnie dodają objętości.
O swoim doświadczeniu z Batiste pisałam tutaj. Z częstotliwością jego stosowania musimy uważać, ale o efekty na prawdę nie ma co się martwić, ponieważ są rewelacyjne.

2. Czesanie głową w dół- dość logiczny sposób. Jeśli szczotkujemy włosy zwisające w dół odbijamy je tym samym od nasady. ,,Przylizywanie'' ich podczas czesania w pionie przynosi nam odwrotny do zamierzonego efekt...

3. Masażer- działa świetnie, chociaż może przyczyniać się do szybszej migracji włosów z głowy. Pisałam o tej metodzie w tym poście.

4. Zmierzwianie włosów palcami u nasady- podobne działanie, co masażera. Czeszemy najpierw długość włosów, a następnie przy samym skalpie lekko robimy ,,artystyczny nieład''. Nierozczesane włosy same z siebie nabierają objętości.

5. Spanie w koczku ślimaczku- w moim wypadku objętość drugiego dnia była całkiem niezła, ale za to reszta włosów wyglądała okropnie (nie lubią ślimaczka). Dla osób, których pasma nie protestują po takich upięciach szczerze polecam.

6. Glinki, pudry...- a wszystko to jako maseczka na skalp. Bardzo je lubię, ponieważ genialnie przedłużają świeżość i dodają objętości. Obecnie stosuję puder Kapoor Kachli i sprawdza się świetnie. Myślę, że poświęcę mu oddzielny post.

7. Suszenie głową w dół- również dobra i sprawdzona metoda dla osób, które suszą włosy.

8. Odpowiednie modelowanie- Susz włosy na dużej szczotce i ,,podwijaj'' je u nasady. Metoda ta ładnie odbije włosy od skalpu.
Wałki są również dobrą alternatywą, dzięki której pozbędziemy się przyklapniętych włosów.


 9. Specjalne produkty do włosów cienkich- W tym wypadku się nie wypowiem, ponieważ nie stosuję takich, ale słyszałam, że u niektórych osób spisują się całkiem nieźle. Nie obciążają dodatkowo włosów, przez co nie są zbyt ciężkie.

10. Lekki tapir nie jest zły
- Od czasu do czasu możemy sobie pozwolić na takie mini grzechy. Nie musimy przecież na siłę ciągnąć i robić nie wiadomo jakiej szopy na głowie. Liczy się delikatność i minimalne utrwalenie naszego dzieła lakierem!

11. Wcierki- Trzeba na nie uważać, ponieważ niektóre zamiast zwiększyć objętość jeszcze bardziej przetłuszczą włosy.
Dobrą alternatywą jest kozieradka, która będzie naszym naturalnym sekretem na większą objętość (uwaga na zapach...), Seboren i wiele innych...

12. Stopniowanie- Wielu dziewczynom bardzo pomaga. Włosy po takim zabiegu nie są już tak ciężkie, przez co grawitacja się zmniejsza i fryzura wygląda lepiej ;)

13. A przedziałek dzisiaj będzie...tu!- Nie bójmy się zmian! Ciągłe czesanie na jedną stronę pozbawi włosy sprężystości. Jego delikatne przesunięcie może dać na prawdę rewelacyjne efekty.

14. Delikatna trwała- Ten zabieg wcale nie musi być destrukcyjny dla naszych włosów. W salonach wykonuje się teraz trwałe unoszące włosy u nasady, ale nie ingerujące w ich całą długość :)

15. Babyhairs? Czemu nie!- To dzięki tym małym antenkom wyglądamy tak uroczo w kucykach :)
Stosujmy odpowiednie wcierki i oleje, a małe włosy będą ładnie podnosiły dłuższe u nasady!


Czego się wystrzegać?

- Ciężkie silikony- to one są najczęstszym sprawcą ogólnego przyklapu. Starajmy się ich unikać szczególnie w szamponach, ponieważ one mają za zadanie oczyszczać, a nie obciążać!

- Nakładanie odżywek/ masek przy skalpie- dla osób o cienkich włosach nie zawsze jest do dobrym wyjściem. Stosujmy je od ucha w dół, a nawet przed myciem szamponem, aby dodatkowo nie obciążyć fryzury.

- Co za dużo to nie zdrowo- nie przesadzajmy z nakładaniem odżywek b/s, olei i innych produktów po myciu włosów. Nie wszystkie potrzebują aż tak bogatej pielęgnacji, przez co możemy je jedynie pozbawić objętości.

- Ciasne czapki- zimą są naszymi najgorszymi wrogami. Po ich zdjęciu pomimo elektryzowania w lustrze zobaczymy efekt, ,,jakby ktoś nam kamieniem w głowę przyłożył''. Zdecydujmy się na te bawełniane, luźniejsze lub kominy.


Jakie są Wasze sposoby na zwiększenie objętości? Czego się wystrzegacie?

niedziela, 22 września 2013

Z.One Concept, milk_shake- odżywka w piance

Tą ciekawą odżywkę b/s wygrałam w konkursie u Kaczmarty. Bardzo się ucieszyłam i zakochałam w zapachu od pierwszego powąchania... ;)


Co oferuje nam producent:
Specjalnie opracowana pianka do odżywiania włosów, utrzymywania optimum równowagi nawilżenia i ochrony trwałości koloru. Pozostawia włosy lśniące, miękkie pełne zdrowia.
Proteiny mleka odżywiają oraz odbudowują trzon włosa i jego łuski, specjalne składniki nawilżające dodają głębokie i długotrwałe nawilżenie, a Integrity 41 chroni kolor. To wygodna i szybka droga odżywiania włosów, pozostawiająca je ciągle miękkie bez ich obciążenia. Chroni włosy przed elektryzowaniem się.


Sklad:
Aqua, Propane, Butane, Cetrimonium Chloride, Myristyl Alcohol, Amodimethicone, Trideceth-10, Imidazolidinyl Urea, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Hydroxypropyltrimonium, Hydrolyzed Casein, Hydrolyzed Milk Protein, Sodium Cocoyl Glutamate, Butylene Glycol, Helianthus Annus Seed Extract, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Citric Acid, BHT, BHA, Glyceryl Oleate, Parfum.

Opakowanie:

Poręczna i wygodna w użyciu pianka. Przed użyciem należy porządnie wstrząsnąć i wycisnąć jak bitą śmietanę :)


Konsystencja i zapach:
Podczas jej wyciskania na dłoń miałam uczucie, że wydobywam bitą śmietanę. Ma świetną konsystencję pianki.
Zapach jest cudowny. Coś a'la milk shake z Mc'Donald'a, a wanilia z bitą śmietaną.
Na dłoniach pozostaje on na na prawdę długo, zaś na włosach dziwnym trafem znika po nałożeniu, a szkoda...

Moja opinia:

Odżywkę nakładałam na dwa sposoby- na wilgotne włosy po umyciu i na suche.

W pierwszym przypadku zdecydowanie ułatwiała rozczesywanie. Włosy bez problemu można było przeczesać palcami.
Ładnie pachniała przez chwilę, ale na tym można skończyć jej zachwalanie.
Nie nawilżała włosów i nie ograniczała puszenia się. Nie zauważyłam, żeby zwiększyła połysk, albo zmiękczyła włosy.

Kolejnym podejściem było nałożenie jej dnia drugiego na suche już włosy i tutaj zauważalna była różnica.
Pasma momentalnie przestawały się puszyć, stawały się śliskie w dotyku (ale nie sklejone!) i ładnie się błyszczały. Wyglądały o wiele zdrowiej niż przed jej zastosowaniem.
Była dobrą alternatywą na momentalne poskromienie puchu :)

Pomimo tego nie obciążała w żadnym wypadku włosów. Nie przyspiesza przetłuszczania (a z tym mam duży problem) oraz nie zmniejsza objętości włosów.

Polubiłam się z nią, chociaż nie wiem czy w przyszłości się na nią skuszę ponownie ze względu na słabą dostępność i cenę, która wynosi ok. 50zł...

Chciałabym jeszcze wtrącić krótki dialog z moim ,,testerem'' TŻ, którego również zaintrygowała ta pianka:
- Co tak ładnie pachnie?
- Pianka do włosów, którą wygrałam.
- A co ona robi?
- Zatrzymuje wilgoć we włosach, nie będą tak się puszyły itp...
- To i ja nałożę!
- Ale Ty masz krótkie włosy, nie jest Ci przecież potrzebna...
- Ale ja też chcę, żeby zatrzymywały wilgoć!


(:D)

Jestem jednak ciekawa innych produktów z serii Z.one Concept, a Wy? :)

piątek, 20 września 2013

Peeling skóry głowy- dlaczego jest tak ważny?


Wydaje się nam, że dbamy o naszą skórę głowy. Dokarmiamy ją maskami, wcierkami, płukankami.
Masujemy i chronimy, ale czy przypadkiem to wszystko co możemy dla niej zrobić?

Osobiście dopiero od niedługiego czasu zaczęłam wykonywać pewien zabieg, który łączy przyjemne z pożytecznym, a jest to peeling.

Dlaczego jest tak ważny?
Na naszym skalpie zbierają się różne zanieczyszczenia, których nie pozbędziemy się podczas mycia szamponem z silniejszymi detergentami lub słabszymi.
Ogranicza to wchłanianie się dobroczynnych składników, przez co może się okazać, że nasza ukochana wcierka nie działa już tak dobrze jak kiedyś.

Dobrze przeprowadzony peeling poprawia krążenie, przez może ograniczyć wypadanie i stymulować porost włosów.
Złuszcza martwy naskórek, przez co dobrze dotlenia naszą skórę głowy.

Jak się za niego zabrać?
Jest wiele metod peelingowania skalpu, dlaczego opiszę kilka z nich:

1. Sam cukier- masujemy mokrą skórę głowy drobinkami cukru. Nie jest to łatwe wyzwanie, ponieważ jego część pozostaje we włosach, ale jeśli będziemy mieli więcej cierpliwości na pewno damy radę z każdym zakamarkiem naszego skalpu.
Cukier ma właściwości higroskopijne, przez co odpowiednio nawilży nasz skalp.
Uwaga przy zmywaniu- nieodpowiednio wypłukany może posklejać włosy. Ja zazwyczaj myję je jeszcze raz delikatnym szamponem!

2. ,,Rozcieńczony'' cukier- do łyżki stołowej cukru dodajemy odpowiednią ilość wody/ szamponu (delikatny np. Babydream)/ maski/ odżywki, aby skleić drobinki i ułatwić peeling.
Taką papkę musimy szybciej wmasować, ponieważ cukier się rozpuszcza i w pewnym momencie nasz peeling ,,znika''.
Zdecydowanie jednak wolę tą metodę, ponieważ nie nabrudzę dookoła i łatwiej jest mi dotrzeć do skalpu.

3. Fusy kawy- zastępujemy nimi cukier. Poprawiają krążenie, dzięki czemu mogą przyczynić się do stymulacji porostu włosów. Oczywiście warunkiem będzie regularnie stosowanie.

4. Kawa i cukier- drapiące połączenie, które nawilży i zarazem pobudzi krążenie- lubię używać tego duetu :)

Jak często się za to zabierać?:
Moim zdaniem nie częściej niż raz w tygodniu. Skóra głowy jest dość wrażliwa  i nie potrzebuje peelingów tak często jak reszta naszego ciała.
Każdy ma swoje upodobania. Niektórym taki zabieg wystarczy raz w miesiącu, a innym raz na 2 tygodnie.
Obserwujcie i wyciągajcie wnioski :)

Jakie efekty zauważyłam?:
Po peelingu moja skóra głowy jest dokładnie oczyszczona. Kiedy przesuwam po niej ręką nie wyczuwam pod palcami żadnych suchych skórek lub innych nieczystości.
Włosy są ładnie uniesione u nasady, a skalp wręcz chłonie odżywcze składniki z masek!

Tym samym chciałabym do Was apelować, abyście nie zapominały o tak ważnym, ale często pomijanym elemencie pielęgnacji!

Peelingujecie skórę głowy? Jaki jest Wasz ulubiony sposób?

środa, 18 września 2013

Skrzypokrzywa- jak się spisała u mnie

W sierpniu przemogłam się co do systematyczności picia herbatek.

Postanowiłam, że codziennie będę wypijała jeden kubek naparu ze skrzypu i pokrzywy.
Początkowo kupiłam w aptece skrzyp polny w saszetkach, a pokrzywę zrywałam i zaparzałam świeżą, ale jej smak mnie nie przekonywał...
Zapach i smak mnie odrzucał, więc po kilku próbach przerzuciłam się na suszoną z apteki.

Smakuje zdecydowanie lepiej, chociaż wiem, że jej właściwości nie są tak dobre jak mojej z podwórka... No cóż, nie będę się jednak męczyć.

Jak zaparzałam sobie herbatkę?
Do kubka wrzucałam saszetkę pokrzywy i skrzypu, a następnie zalewałam wrzątkiem i pozostawiałam pod przykryciem na ok. 15 min.

Oczekiwałam wzmocnienia cebulek włosów oraz ewentualnie szybszego przyrostu. Miałam również nadzieję, że moje paznokcie staną się tak samo twarde jak po skrzypie w tabletkach.

Chciałabym Wam opisać jakieś efekty, ale... niestety żadnych nie zauważyłam.
Byłam systematyczna w piciu, nie opuściłam żadnego dnia.

Podejrzewam, że mój organizm potrzebował większej dawki herbatki np. 2-3 razy dziennie.
Nie przepadam za jej smakiem, więc nie miałam ochoty raczyć się nią tak często.

Myślę, że jeśli będę chciała wrócić do kuracji wewnętrznej ziołami, znowu zdecyduję się na skrzyp polny w tabletkach.

Od czasu do czasu chodzą mi po głowie drożdże, ale myślę, że nie dałabym rady ich przełknąć, więc nadal będę poszukiwała dobrego suplementu, po którym zauważę chociaż minimalny wpływ na stan włosów.

Wiem, że u wielu dziewczyn kuracja skrzypokrzywą przyniosła prawdziwe efekty wow, więc mam do Was pytanie.
Piłyście takie herbatki? Jak często i czy miały wpływ na Wasze włosy?

poniedziałek, 16 września 2013

Serum do włosów Gliss Kur



Co oferuje nam producent:
Produkt przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji włosów wymagających intensywnego odżywienia. Eliksir zapewnia optymalne wygładzenie struktur włosa. Po zastosowaniu produktu włosy stają się lśniące oraz elastyczne bez efektu obciążenia.
Preparat zawiera olejek argonowym który głęboko i skutecznie nawilża włosy. Posiada on także silne działanie o charakterze regenerując, chroni przed silnym działaniem promieni słonecznych czy też wiatru.
Produkt nadaje się do każdego rodzaju włosów, a w szczególności do włosów suchych i zniszczonych, wymagających szczególnej pielęgnacji.

Skład:
Cyclomethicone, Trisiloxane, Dimethiconol, Helianthus Annuus Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Limomene, Benzyl Salicylate, Linalool, Alpha-Isomethyllonone, Citral, CI 40800
Opakowanie:
Plastikowe, poręczne i ze świetną pompką, która za jednym naciśnięciem dawkuje nam odpowiednią porcję produktu.



Konsystencja i zapach:
Żelowy, gęsty i lekko kleisty. Pod wpływem ciepła rąk dobrze rozprowadza się na włosach. Złoty kolor i kwiatowo- słodki zapach przyciągają uwagę.

Moja opinia:
Produkt dostałam dawno, ale jest na prawdę bardzo wydajny. Na moje włosy wystarczy jego kropelka.
Stosuję go do zabezpieczania włosów i co najważniejsze- poskramiania puchu, a z tym radzi sobie wyśmienicie!
Po śnie moje włosy lubią być niesforne i odstawać w różna strony świata. Po zastosowaniu tego serum stają się momentalnie ujarzmione i bardziej błyszczące.
Do tej pory nie trafił w moje ręce produkt, który tak dobrze niwelował puch na mojej głowie!

Dobrze nadaje się również do zabezpieczania długości przed urazami mechanicznymi lub gorącymi promieniami słonecznymi latem.
Nie obciąża włosów jeśli nakładamy go z głową. Pomimo swojej gęstej konsystencji nie ma problemu z jego rozprowadzaniem.

Jest to typowo silikonowe serum, które sprawdza się w swojej roli. Spełnia moje wszystkie wymagania i nie mam mu nic do zarzucenia oprócz jednego...
Ceny, która wynosi ok. 40 zł. Z tego powodu nie sądzę że kupię je ponownie, ponieważ chciałabym wypróbować podobnego produktu z Syossa.

Macie jakieś serum ujarzmiające włosy za rozsądną cenę godne polecenia?


W Białymstoku (Atrium Biała) został otworzony sklep z produktami Natura Siberica! Są chyba wszystkie rodzaje szamponów i odżywek do włosów. Widziałam również spray witaminowy :)

sobota, 14 września 2013

,,Wyjściowy'' duet wygładzający

Na większe wyjścia potrzebujemy czasami takiego połączenia odżywek, które poskromią puch na głowie i sprawią, że nasze włosy będą dobrze się układać no i przede wszystkim ładnie wyglądać :).

Ostatnio odkryłam swoje ulubione wyjściowe połączenie, dzięki któremu mam pewność, że moje włosy nie będą sprawiały mi żadnego problemu.


Odlewkę maski Stapiz otrzymałam od Eterka, a Gliss Kur'aMarioli. Po ich połączeniu otrzymałam swój prawie idealny (a dlaczego prawie? O tym zaraz) duet.

Na wymyte włosy nałożyłam na długość maskę Stapiz i pozostawiłam pod czepkiem 30 min.
Zmyłam ją chłodną wodą i na ok. 10 cm od końcówek wsmarowałam Gliss Kur'a. Nie leżał już u mnie długo, jedynie 3 minuty.
Ponownie spłukałam włosy chłodną wodą, a następnie końcówki potraktowałam silikonowym serum.
Chwilę pochodziłam w turbanie, aby włosy podeschły, a następnie zaczęłam modelować je na szczotce i co otrzymałam?:


Włosy były wygładzone, miękkie i nie puszyły się. Łatwo można było je ułożyć.

Minusem był niestety efekt dnia drugiego. Włosy stały się szorstkie i tępe w dotyku. Straciły gładkość i mięsistość, więc duet ten ma swoje plusy i minusy.

Jeśli jednak potrzebujecie sprawdzonego sposobu na włosy, aby wyglądały dobrze, mogę Wam polecić łączenie Stapiza z Gliss Kur'em :)

Macie jakieś swoje ulubione połączenia na wielkie wyjścia?

czwartek, 12 września 2013

Suchy szampon Batiste toropical

Rzadko trafiam na produkty, w których zakochuję się już od pierwszego użycia. Ten akurat należał do tego chwalebnego grona ;)



Co oferuje nam producent:
Suchy szampon, który błyskawicznie zapewnia jedwabiście miękkie, pachnące włosy bez użycia wody. Do wszystkich typów włosów. 

Skład:
Butane, Isobutane, Oryza Sativa (rice) Starch, Propane, Alcohol Denat., Parfum (fragrance), Coumarin, Distearyldimonium Chloride.
Opakowanie:
Poręczna butelka z wygodnym aplikatorem. Wręcz identycznym jak w lakierach do włosów.


Konsystencja i zapach:
Po spryskaniu nim ręki widzimy białą warstwę talku, który się po chwili osypuje. Bez problemu możemy go zmyć wodą, a na dłoni nie czuć po tym żadnej warstwy.
Zapach jest jak nazwa wskazuje tropikalny. Czuć nuty ananasa, kokosa i innych niezidentyfikowanych słodkości, które utrzymują się na skórze.
Ładny, aczkolwiek lekko duszący.

Moja opinia:
Suche szampony z Batiste kusiły mnie już dawna. Moją chęć ich nabycia potęgowały posty pochwalne innych bloggerek.
W końcu nadarzyła się okazja i kupiłam go na allegro za bardzo przystępną cenę, bo jedynie 13 zł.
Od razu musiałam go wypróbować.

Tak jak pisze producent wstrząsnęłam porządnie opakowanie i zaczęłam rozpylać jego zawartość w odległości ok. 30 cm od skóry głowy.
Po aplikacji zaczęłam wmasowywać talk, a on niknął w oczach. (Zdarzało mi się czytać recenzje, w których dziewczyny narzekały na efekt ,,siwienia włosów'' po jego użyciu. U nasady mam ciemne odrosty i nawet bez wyczesywania nie zauważyłam chociażby delikatnej zmiany ich koloru. Po wmasowaniu zniknął całkowicie).

Włosy od razu stały się uniesione  nasady, a efekt przyklapniętych i błyszczących się pasm zniknął! Byłam na prawdę zdumiona tak dobrym jego działaniem.
Postanowiłam pokazać wam na zdjęciach jak działa na mojej głowie (specjalnie ,,przetrzymałam'' włosy, aby pokazać Wam jego świetne działanie :)):


Prawda, że jest różnica?
W odróżnieniu do innych suchych szamponów efekt utrzymuje się na prawdę długo, bo w najlepszym wypadku nawet cały dzień!
Zapach również towarzyszy nam przez dłuższy czas.
Można go stosować również zaraz po umyciu włosów, jeśli zależy nam, aby były przez dłuższy czas świeże.

Uwaga- nie stosujmy go jednak zbyt często, ponieważ jak sam skład wskazuje może przesuszać skalp i włosy u jego nasady.

Jest to zdecydowanie mój hit za niską cenę. Na pewno będę do niego wracała, jak i do jego innych wersji zapachowych.

Miałyście suche szampony z tej serii? Zauroczyły Was swoim działaniem tak samo jak i mnie?

wtorek, 10 września 2013

Fryzura: Koczek z ogonkiem

Dzisiaj będzie krótko, ale chciałabym Wam przedstawić moją fryzurę... dość awangardową, ale dla mnie się podoba :D

Zawsze jest to jakieś urozmaicenie zwykłego koczka z wypełniaczem, a w wykonaniu wcale nie jest trudniejsze.


Wybaczcie za zdjęcia, które nie ukazują dokładnie jego wyglądu, ale samemu na prawdę ciężko jest się za takie coś zabrać ;).

Jak go wykonałam? Początkowo związałam włosy gumką na czubku, a następnie nałożyłam na nie wypełniacz do koka.
Włosy rozłożyłam naokoło niego, tak, aby pokrywały jego powierzchnię, a następnie pasma zaczęłam przeciągać przez jego środek, aby się zwyczajnie zawinęły.
W zależności od tego, jakiej długości macie włosy, tyle razy będziecie musiały zakręcać je na wypełniaczu.

Środkowego pasma u dołu nie zawijałam do końca, tylko zwiesiłam luźno z koka i w taki sposób powstał widoczny ogonek :)


Mam nadzieję, że w miarę zrozumiale udało mi się wytłumaczyć jak go zrobiłam.
Nie mam niestety tak cierpliwego fotografa, który zrobiłby zdjęciową instrukcję jego wykonania...

Podoba się Wam takie ,,inne'' upięcie?

niedziela, 8 września 2013

(10) MSSN... Cienie pod oczami


Od dziecka borykam się z problemem cieni pod oczami. Wyglądają mało estetycznie i na prawdę mi przeszkadzają.
Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez ich wcześniejszego zamaskowania podkładem lub pudrem.

Próbowałam już wielu kremów, i żeli, ale żaden z nich mi nie pomagał. Poprzednik z Ziaji nie dość, że ich nie likwidował to podrażniał oczy.
Na spotkaniu podlaskich bloggerek otrzymałam krem, o którym na prawdę warto napisać, bo jako jedyny pomógł mi z cieniami.

Mowa tutaj o kremie pod oczy Sylveco z chabrem, świetlikiem i brzozą.


Ma przyjemną, kremową konsystencję i w miarę szybko się wchłania. Nakładam go zarówno na dzień jak i na noc.
Jest bardzo delikatny, więc nie piecze i nie podrażnia okolic oczu.
Ma naturalny skład oraz specyficzny dla produktów tej serii zapach. Nie jest on ani trochę chemiczny.



A teraz najważniejsze- efekty.
Już po pierwszym zastosowaniu zauważyłam delikatną poprawę wizerunku skory pod oczami. Była zdecydowanie mocniej nawilżona i wydawała się bardziej wypoczęta. Cienie nie były aż tak widoczne, co na prawdę mnie zaskoczyło.
Od kiedy zaczęłam go stosować regularnie moje cienie znacznie się zmniejszyły, za co jestem mu bardzo wdzięczna.


Nakładam go również w niewielkich ilościach na dzień. Wyrównuje koloryt i przygotowuje skórę na nałożenie korektora. Utrzymuje nawilżenie i uelastycznia skórę.

Jest to zdecydowanie mój hit, ponieważ do tej pory jako jedyny daje sobie radę z cieniami i dba o moją skórę wokół oczu.
Zapewne jeszcze nieraz będę do niego wracać i szczerze polecam go osobom borykającym się z podobnym do mnie problemem i chcącym uniknąć nakładania chemii na okolice oczu.

Dziękuję firmie za prezent, dzięki któremu odkryłam swój ulubiony krem pod oczy.

Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na walkę z cieniami? Skusicie się na ten krem?

Zgłaszajcie swoje pomysły na mojego maila. Każdy jest bardzo cenny! Szczegóły TUTAJ

piątek, 6 września 2013

A Michasia siedzi, patrzy na Eter i też nawija włosy na palec...

Napatrzyłam się na sposoby kręcenia bez użycia ciepła u mojej włosowej siostry, więc również chciałam wypróbować tej metody :).

Wymyłam włosy i pochodziłam w turbanie przez 10 min, aby lekko podeschły, nałożyłam na nie odżywkę b/s i serum na końce, a następnie podzieliłam ,,na oko'' na pasma i zaczęłam nawijać na palec w tym samym kierunku.
Skręt ten poprawiałam co jakiś czas, więc doczekałam się cieszących oko ruloników:


Tył skręcił się oczywiście tak jak chciał, ale za to przy samej twarzy stworzyła się porządna spiralka.
Efekt niestety nie utrzymał się długo. Aby całość moich włosów nie wyglądała jak 6 smutnych, skręconych pasm musiałam je trochę rozdzielić i z chwili na chwilę niestety się prostowały.

Nie jest to na pewno trudny sposób, ani czasochłonny. Możemy z nudów siedząc i przeglądając blogi jedną ręką delikatnie nawijać pasma na palce.
Nie jest to długotrwały efekt, ale jeśli mamy ochotę na loki i chęci na ich poprawianie to czemu nie?

Od czasu do czasu na pewno będę próbowała tworzenia takiego skrętu, a nawet jego utrwalenia, ponieważ tak delikatny efekt mi się podoba :).

Próbowałyście tak prostych metod? Jak wyglądały u Was efekty?

środa, 4 września 2013

Olejek migdałowy Alverde


Co oferuje nam producent:
Olejek do włosów Alverde dzięki specjalnej kompozycji witamin i naturalnych olejków dogłębnie odżywia włosy. W składzie zawiera on między innymi certyfikowane organiczne oleje - arganowy i z orzechów włoskich, które doskonale nawilżają włosy (szczególnie polecany do włosów suchych i łamliwych). Bio - ekstrakty z łopianu oraz migdałów sprawiają, że włosy stają się miękkie i błyszczące. Przesuszona skóra głowy doznaje ukojenia i odświeżenia.

Skład:
Glycine Soja Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Argania Spinosa Oil, Juglans Regia Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Arctium Lappa Extract, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Limonene, Citral, Linalool, Geraniol, Citronellol.

Opakowanie:
Poręczna pompka, która umożliwia dokładne dawkowanie olejku. Nie zacina się i działa bez zarzutów. Dobrze trzyma się w rękach, a w razie upadku opakowanie nie potłucze się.



Konsystencja i zapach:
Typowy olej, niezbyt gęsty. Pięknie pachnie cytrusami, a jego woń utrzymuje się na nich jakiś czas. Świeży i nienachalny- coś co lubię.

Działanie:
Nie wypowiem się o jego wszechstronnym działaniu, ponieważ nakładałam go jedynie na włosy, a na nich sprawdzał się świetnie. Nie obciążał i nie brudził.
Ładnie dociążał włosy i sprawiał, że się mniej puszyły. Widoczne było znaczne nawilżenie, a tego im  zawsze brakuje.
Mogłam go bez obaw nakładać w niewielkich ilościach b/s. Dobrze zabezpieczał końcówki i poskramiał puch po myciu.
Jego odrobina wieczorem sprawiała, że drugiego dnia włosy były bardziej zdyscyplinowane.
Świetnie nadawał się również jako półprodukt do masek.

Bardzo się z nim polubiłam nie tylko ze względu na działanie, ale i zapach. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę!

Wpadł Wam w ręce ten olejek?

poniedziałek, 2 września 2013

Miesiąc z wcierką domowej roboty- efekty

Regularnie przez miesiąc wcierałam w skalp wcierkę, którą stworzyłam sama. Liczyłam, że ograniczy moje wypadanie włosów oraz lekko przyspieszy przyrost, z którym miesiąc temu było na prawdę kiepsko.

O tym jak ją stworzyłam pisałam w TYM poście.

Codziennie rano spryskiwałam nią skalp i masowałam przez ok. 2 minuty. Nie zauważyłam nadmiernego przetłuszczania, więc to był już jej plus.
Obawiałam się zapachu cebuli, którą dodałam. Na początku praktycznie w ogóle jej nie było czuć, zaś z upływem czasu ,,nabrała mocy'' i zaczęła lekko przebijać, ale całe szczęście nie był to nachalny zapach.
Wystarczyło spryskać głowę mgiełką z olejkiem eterycznym i mogliśmy zapomnieć o cebulowych aromatach.

Zużywanie wcierek idzie u mnie na prawdę opornie, chociaż ich nie żałuję przy nakładaniu. W butelce ubyło jej równo połowę.

A co z działaniem?
Byłam bardzo zdziwiona, kiedy po 3-cim dniu widocznie ograniczyło się wypadanie włosów. Podczas czesania i mycia wypadało ich znacznie mniej, a w połowie miesiąca ich ilość była na prawdę znikoma. Takie efekty były u mnie na prawdę pożądane i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to ona pomogła mi w walce o każdy włos na głowie.
A co z przyrostem? Tutaj nie doczekałam się spektakularnych efektów. Stosowałam jeszcze wraz z nią olejek musztardowy i wydaje mi się, że to podniósł przyrost do 1 cm.

Czy włosy się wzmocniły... Ciężko powiedzieć. Moje u nasady i tak wyglądają na o wiele zdrowsze, więc ciężko mi się wypowiedzieć co do ich stanu. Są grubsze i bardziej błyszczące niż długość.

Nie pojawiły się nowe baby hairs tak jak po Jantarze. Stare rosną i mają się dobrze, ale niestety nie doczekałam się kolejnego ich wysypu.

Jestem jednak zadowolona ze swojej wcierki. Dzięki niej włosy przestały mi lecieć z głowy, a tym najbardziej się przejmowałam.
Mogę ją więc polecić dla osób walczących z migrowaniem włosów, ponieważ powinna pomóc uporać się z tym problemem.

Robiłyście sobie kiedyś jakieś domowe wcierki? Próbowałyście mojego przepisu?