wtorek, 31 grudnia 2013

Denko (9)

Na wielu blogach czytam roczne podsumowania. Ja nie czuję potrzeby rozliczania się ze swoich przeżyć, więc aby blogosfera do końca nie zatonęła w postanowieniach i refleksjach dotyczących zbliżającego się roku mam dla Was niezbyt pokaźne w tym miesiącu denko :):


1. Krem do rąk Clarnis Paris- pięknie pachniał i ładnie nawilżał moje niezbyt wymagające dłonie. Podobała mi się jego kremowa konsystencja, która szybko wchłania się w skórę. Kupię ponownie.
2. Antyperspirant Aroma Group- kulka, która świetnie spisywała się nawet w upalne lato. Wydajny i nie smużący produkt. Szkoda, że nie mogę go dostać stacjonarnie. Może kupię ponownie.

3. Peeling do stóp BeBeauty-
przekonał mnie do siebie cytrusowym zapachem i dosyć ostrymi drobinkami. Mimo wszystko szału nie robił. Nie kupię ponownie.

4. Szampon Love2Mix z proteinami pszenicy i żółtkiem- bardzo się z nim polubiłam. Jego recenzji poświęciłam tego posta. Mam ochotę na inne wersje. Kupię ponownie.

5. Maska do stóp Efektima- Ładnie pachniała i natłuszczała stopy. Nakładałam ją na noc, a jeszcze rano czułam nieprzyjemny poślizg. Nieuważnie stąpając mogłam wywinąć niezłego orła... Nie kupię ponownie.

6. Peeling do stóp z masą perłową Gewohl- ładnie pachnie i dobrze ściera. Pozostawia skórę gładką i przyjemną w dotyku. Nie mam do niego dostępu stacjonarnie, więc Nie kupię ponownie.

7. Balsam do stóp- świetnie nawilża i wygładza stopy. Dość wydajna saszetka. Niestety również nie mam do niej dostępu stacjonarnie. Mimo to spodobało mi się jej działanie na tyle, że będę poszukiwać. Kupię ponownie.

8. Peeling do rąk Efektima- przyjemny zapach i całkiem dobre ścieranie. Po peelingu moje dłonie były bardzo miękkie i gładkie. Może kupię ponownie.

9. Szampon Bielenda Powitanie z Afryką- to już kolejna saszetka. Świetnie oczyszcza, pozostawia włosy dłużej świeże i bardzo ładnie pachnie. Kupię ponownie.

10. (zapomniała przyjść do zdjęcia) Mascara Maybelline The Rocket- do tej pory nie mam dla niej konkurenta. Świetnie wydłuża i zarazem pogrubia rzęsy. Nie zlepia, a na dodatek świetnie rozdziela. Jest świetna! Kupię ponownie.

niedziela, 29 grudnia 2013

Stapiz Sleek Line- czy wygładzanie to jej mocna strona?

dcdpaznokcie.pl
Co oferuje nam producent:
Produkt przeznaczony do włosów i skóry zniszczonej po wszelkich zabiegach fryzjerskich. Maska zawiera jedwab i wyciąg z pestek słonecznika i innych roślin. Polecana do włosów cienkich słabych i zniszczonych. Bardzo silnie regeneruje,
Zawiera filtr uv, chroni włosy przed szkodliwym działaniem słońca. Już po pierwszym zastosowaniu widać efekty działania. Po użyciu włosy stają się gładkie, miękkie, lśniące i łatwo się rozczesują.

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimmonium Chloride, Isopropyl Myristate, Halianthus Annuus, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Hydrolyzed Silk, Butylene Glycol, Malic Acid, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract, Actinidia Chinensis Fruit Juice, Citrus Aurantium Dulcis Fruit Juice, Citrus Paradisi Fruit Juice, Pyrus Malus Fruit Juice, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylaraben

Konsystencja i zapach:
Maska ma dla mnie zapach typowo fryzjerski :). Przyjemny dla mojego nosa i do tego utrzymuje się na włosach nawet po jej spłukaniu.
Gęsta, nie ścieka po nałożeniu. Dzięki swojej konsystencji jest dość wydajna.

Opakowanie:

Zależy od pojemności maski. Zazwyczaj słoiczek z zakrętką. Więcej się o niej nie wypowiem, ponieważ dostałam odlewkę w innym opakowaniu.

Moja opinia:
Maskę Stapiz miałam możliwość testować dzięki mojej kochanej włosowej siostrze Eternity ;*.
Jak już wcześniej wspominałam, moje włosy przestały się lubić z silikonami. Tolerują je jedynie nakładane na ok. 10 min.
Tak samo było w wypadku tej maski. Pozostawiona na 30 min puszyła włosy i obciążała je.
Najlepiej spisywała się wmasowana w długość na ok. 5-10 min. Po jej spłukaniu włosy były gładkie i odpowiednio dociążone. Prostują się i dobrze układają, co można zobaczyć na poniższym zdjęciu:



Włosy wysuszone i lekko wymodelowane na szczotce. Są bardzo proste i lśniące :)

Mimo wszystko nie zawsze spisuje się tak samo. Od czasu do czasu pozostawiona nawet na krótki czas potrafi spuszyć długość.

Podsumowując maska Stapiz przypadła mi i moim włosów do gustu. Nie jest niezastąpiona, chociaż spisuje się całkiem nieźle ze względu na wygładzenie jaki daje.

Co sądzicie o masce Stapiz? Również przepadacie za jej zapachem ;)?

czwartek, 26 grudnia 2013

Woski Yankee Candle cz. 2

Coraz bardziej uzależniam się od zapachów wosków Yankee Candle.
Poprzednie opisy moich zdobyczy możecie zobaczyć w TYM poście. Dzisiaj kolejna seria przetestowanych i przewąchanych :)

7. Beach Walk:

allegro.pl

Ten zapach nie przypadł mi zbytnio do gustu. Czuć tutaj nuty piżma, które są jak na mój nos zbyt ciężkie.
Wyczuwam tutaj morskie wonie, ale nie przekonują mnie one do siebie. Przytłaczają i zniechęcają.
8. Turquoise Sky:


Zdecydowanie cieplejszy niż jego poprzednik. Piżmo już tak bardzo nie przytłacza. Wyczuwam tutaj również morskie aromaty, ale kojarzą mi się już one z oświetloną Słońcem taflą. Dość intensywny, ale również nie jest to mój hit.

9. Beach Flowers:


Kwiaty, kwiaty i jeszcze raz kwiaty. Zapach bardzo mi się podobał, zaś niekoniecznie dla mojego TŻ. Czuję tutaj świeży bukiet różnorodnych kwiatów z głębszymi nutami lilii. Bardzo intensywny- i dobrze.
Otula delikatnie pokój, lecz nie drażni nosa. Świeży zapach, który pasuje na każdą porę roku.


Tutaj chciałabym się na chwilkę zatrzymać, ponieważ 4 kolejne zapachy nabyłam z innego sklepu, a mianowicie goodies.pl.
Zimowe woski postanowiłam zamówić w dniu darmowej dostawy. Nie ciężko przewidzieć, że natłok przesyłek może lekko utrudniać transakcje.
Moja gdzieś się zawieruszyła w całym chaosie. Mimo to, na każdego mojego maila otrzymywałam ekspresową i miłą odpowiedź od Pana Roberta :).
W zamian za małe nieporozumienie zamiast wosku zaoferował mi sampler. To bardzo miłe!

Czas na zimowe nowości:

10. Season of Peace:


Czuję tutaj bergamotkę, która bezapelacyjnie kojarzy mi się z zimą. W oddali wyczuwam również miętę pieprzową i dzięki temu duetowi czuję w pokoju prawdziwe zimowe klimaty. Otula, ale nie drażni.
Mimo wszystko sampler kruszę i topię w kominku tak jak pozostałe woski. Zapach jest wtedy mocniejszy niż po odpaleniu knota (praktycznie w ogóle go nie czuć...).
Niestety pod każdą postacią nie przekonuje mnie swoją intensywnością. Mogę go polecić dla osób, które nie przepadają za silnymi zapachami.
11. Snow in Love:


Również niezbyt intensywny zapach. Ponownie czuję bergamotkę, ale w mocniejszym natężeniu. Woń jest zdecydowanie cięższa od poprzednika, ale również nie przytłacza.
Kojarzy się z mroźnym i słonecznym porankiem.

12. Christmas Memories:

Co tu więcej mówić... czuję święta! Cynamon i przyprawy korzenne to chyba nieodłączne aromaty Świąt. Całe to połączenie znajdziemy właśnie w tym wosku. Jest bardzo intensywny- co bardzo lubię.
Do pokoju już po kilku chwilach od zapalenia podgrzewacza wkrada się stado pierniczków z batalionem korzennych przypraw i cynamonem na czele.

13. Sugared Apple:

Zapach, który zdecydowanie skradł moje serce. Wyczuwam tutaj prawdziwe jabłko pokryte słodką pierzynką. Karmel? Cukier? Ciężko powiedzieć, ale jest to prawdziwie delikatna woń.
Jest niestety bardzo mało intensywny. Aby zapach nie znikał z pomieszczenia nie mogę gasić podgrzewacza w kominku.
Mimo wszystko takie połączenie delikatnej wanilii i słodkiego jabłka wpasowuje się idealnie w klimat Świąt.


Wszystkie obrazki zimowych wosków zaczerpnęłam ze strony goodies.pl.

Jakie są Wasze ulubione zimowe woski?

wtorek, 24 grudnia 2013

Szampon Babydream na każdą okazję


Co oferuje nam producent:
Delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę głowy i pielęgnuje włosy niemowlęcia. Proteiny pszenicy zapobiegają elektryzowaniu się włosów.
Szampon może być także stosowany do codziennej pielęgnacji włosów przez dorosłych. Produkt zawiera rumianek i pantenol. Nie zawiera barwników i konserwantów oraz składników pochodzenia zwierzęcego.


Skład:
Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Lactate, Triticum Vulgare Germ Extract, Panthenol, Glyceryl Caprylate, Lactic Acid, Chamomilla Recutita Extract, Parfum.

Konsystencja i zapach:
Szampon jest rzadki i przeźroczysty. Pachnie ,,dziecięco'' (mam nadzieję, że wiecie jaki zapach mam na myśli ;)). Nie pieni się mocno, chociaż podczas drugiego mycia pojawia się już nawet obfita piana.

Opakowanie:
Butelka jest dość miękka i odpowiednio wyprofilowana. Bez problemu możemy wycisnąć płyn z opakowania. Zamyka się na klasyczny ,,zatrzask'', co chroni przed niechcianym wydobyciem się szamponu.


Moja opinia:
Babydream zna chyba każdy. Wielu osobom niestety nie odpowiada ze względu na plątanie włosów.
Moje od dziecka były na to odporne. Nic nie jest w stanie ich poplątać, a więc zawsze bez problemu po myciu samym szamponem mogę je rozczesać grzebieniem.
Świetnie domywa oleje i po jego użyciu ani razu nie zdarzył mi się przyklap dnia.
Widocznie dodaje objętości! Zauważam to za każdym razem, co jest ogromnym plusem jego używania. Unosi włosy u nasady i podczas mycia mam wrażenie, że jest ich znacznie więcej.

Nie podrażnia i nie wpływa negatywnie na długość. Zawiera rumianek w składzie (oczywiście prawie na samym końcu), ale nie zauważyłam, żeby rozjaśniał włosy, chociaż osoby walczące o zimny odcień powinny mieć to na uwadze.

Do tej pory jest to niezastąpiony szampon. Łatwo dostępny, tani, świetnie się spisuje i nie nudzi się mojej głowie.
Myślę, że każdy powinien go wypróbować, ponieważ może okazać się strzałem w 10 podczas poszukiwań ulubionego szamponu.
Jeśli jednak się nie spisze- nie ma problemu. Można go zużyć na mycie pędzli- podobno sprawdza się wyśmienicie.

Chciałabym Wam również życzyć Wesołych i Spokojnych Świąt spędzonych w rodzinnym gronie.
Niech Nowy Rok będzie dla Was jeszcze lepszy i radośniejszy, niż ten powoli się kończący.
Aby na Waszej głowie pojawiało się jak najwięcej małych włosków rosnących w szybkim tempie,
No i przede wszystkim, abyście były zadowolone ze stanu swoich włosów, bo to podstawa! 

 http://www.deviantart.com

PS. Zobaczcie w jakim świetnym humorze była dzisiaj moja zielona herbata (klasycznie kubek z początkiem ,,happy'', żeby szczęścia nie było zbyt mało :D)

niedziela, 22 grudnia 2013

Post jak na życzenie- lista szamponów bez silnych detergentów

www.zdjecia-zwierzat.com
Pod poprzednim postem moja czytelniczka Joko napisała, że marzy jej się spis szamponów delikatnych.
Pomyślałam, że dzisiejszy post poświęcę właśnie takiej liście, w której zbiorę mini listę myjadeł, których skład nie jest aż tak drażniący:

- Anthyllis (szampon odżywczy do włosów zniszczonych i suchych)
- Babydream balsam do kąpieli 
- Babydream szampon dla dzieci
- Bioderma (szampon do częstego mycia włosów i wrażliwej skóry głowy)
- Bubchen szampon z lipą i rumiankiem dla dzieci
- Cosmetici Dora szampon nawilżający z mleczkiem migdałowym do częstego mycia (zawiera sodium coceth sulfate)
- Eubiona- szamponu (chociaż uwaga, należy patrzeć na składy, bo słyszałam, że nie wszystkie są delikatne np.
Szampon regenerujący z łopianem i olejem arganowym zawiera SCS)
- Facelle Intim Sensitive (żel do higieny intymnej)
- HiPP Babysanft, Shampoo, Szampon dla dzieci - Home Institut w kartoniku w przeźroczystej butelce
- Johnson's baby płyn do mycia 3 w 1
- L'Biotica Biovax (zawierają Disodium Laureth Sulfosuccinate)
- Logona z bio kofeina i owocami goji
- L'Occitane Szampony: Ultra Rich Shea Butter, Olive Harvest,
Honey Harvest do ciała i włosów,
- L'Occitane szampony: Aromachologie Artemisia Shampoon i
Aromachologie Angelica Shampoo (zawierają disodium
laureth sulfosuccinate, tea-lauryl sulfate)
- L'Oreal Professionel Color Gloss

- Love2MIX- szampony
- Natura Siberica- szampony (uwaga jednak na zmianę składów)
- Organic Shop- szampony
- Organique- szampony
- Pat&Rub- szampony
- Palmolive Naturals Moc Natury jabłko i pomarańcza (zawiera Sodium C12-13 Pareth Sulfate)
- Palmolive, Naturals, Szampon Większa Objętość (Lawenda i melisa) 

- Planeta Organica - seria Morze Martwe oraz szampony z linii z oliwą, cedrowej i z rokitnikiem
- SVR Provegol (zawiera Disodium Laureth Sulfosuccinate)
- TiGi Honey & Oatmeal (zawiera
Disodium Laureth Sulfosuccinate)

A oto lista stron z których korzystałam:
http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=140497

http://blondeme.pl/szampony-bez-sls-wrazliwa-skora-glowy
http://kosmetyczne-pokusy.blogspot.com/2012/09/szampony-bez-sls.html

Jakie szampony dopisałybyście do listy? Czekam na Wasze propozycje!

piątek, 20 grudnia 2013

Trochę o składnikach myjących w szamponach


www.freepik.com

Zapewne każdy słyszał coś o detergentach w szamponach, jednak ich wszelakie nazwy zbijają z tropu osoby początkujące w odczytywaniu składów. SLES, SCS i wiele innych pochodnych sprawiają, że damy radę domyć z włosów zanieczyszczenia i oleje.

Chciałabym w jednym poście zamieścić większość znanych składników myjących i w skrócie je opisać.

1. Sodium Lauryl Sulfate (SLS)- silnie oczyszczający i dobrze pieniący się detergent. Działa drażniąco na skórę i może powodować wiele problemów skórnych. Może wysuszać włosy.

2. Sodium Laureth Sulfate (SLES)- słabiej oczyszcza i mniej się pieni niż poprzednik. Mimo wszystko drażni skórę i wysusza włosy. Szampony z tym składnikiem powinniśmy używać do oczyszczania włosów np. raz w tygodniu (lub w zależności od potrzeb osobistych).

3. Sodium Coco Sulfate (SCS)-  o nim pisałam już tutaj. Nie jest tak łagodny jak mi się wydawało...

4. Ammonium Lauryl Sulfate (ALS)- pochodny SLS. Łagodniejszy środek pozyskiwany z oleju kokosowego lub palmowego. Z tego typu detergentem nie miałam jeszcze styczności tak samo jak w przypadku:

5. Ammonium Laureth Sulfate (ALES)- odpowiednik (SLES)- stosowany w ,,delikatnych'' produktach, typu szampony dla dzieci, żele i płyny do mycia.

Są to najczęściej występujące i znane nam detergenty. Oczywiście nie jest to wszystko. Resztę z dokładnym podziałem możecie znaleźć tutaj: KLIK.

Co zauważyłam na mojej głowie odnośnie różnicy między SLES' ami, a SCS'ami:
Pierwsze bardziej przesuszają długość moich włosów i robią to w ,,szybszym tempie''. Przykład? Jeśli używałabym ich co mycie, dorobiłabym się niezłej szopy na głowie już po 2-3 użyciach.
W przypadku SCS mogę ich używać ok 2 tygodni. Przeprowadziłam ten eksperyment i możecie o nim przeczytać tutaj.
Nie wypowiem się na temat ALS i ALES, ponieważ jeszcze chyba ani razu nie miałam ich na swojej głowie.

Nie oszukujmy się jednak- wszystkie są skłonne do przesuszania i podrażniania skóry. Rozregulowywują wydzielanie łoju i potu oraz działają destrukcyjnie na osłonki włosów- stąd też wywodzi się powstawanie puchu.


Chciałabym również ostrzec wszystkie z Was, które jeszcze nie czytały o Cocamide DEA. Służy do zagęszczania szamponu oraz wytwarzania piany, ale ostatnio głośno o tym składniku.
Wykazano, że ma działanie kancerogenne, więc ja zamierzam się go wystrzegać. Więcej pisała o nim Gapa.

Używacie delikatnych szamponów, czy jednak silniejsze detergenty nie wpływają źle na Wasze włosy?

wtorek, 17 grudnia 2013

(15) MSSN... prostowanie bez użycia ciepła. Koniec z wywijającymi się końcówkami!


Myślę, że nie tylko ja jestem ofiarą ,,puchu powymyciowego'', który gości na głowie zaraz po lekkim wyschnięciu włosów.
Sterczą na wszystkie strony świata i ciężko jest je okiełznać, przy okazji nie obciążając długości.

Na blogu pięknowłosej bez senności KLIK podpatrzyłam banalny sposób na poskromienie niesfornych końcówek oraz puchu i postanowiłam się nim z Wami podzielić. (Mam szczerą nadzieję, że nie masz mi za złe tego złodziejstwa, ale metoda naprawdę mi się spodobała! :))

Kiedy już nasze włosy są w miarę suche, siadamy sobie wygodnie na fotelu (tak, koniecznie z oparciem) i ,,przytrzaskujemy'' plecami długość.
Nie musimy czekać wieków, aż efekty staną się widoczne. Oczywiście im więcej, tym lepiej, ale różnicę zauważyć można już po 5 minutach, spójrzcie:

Przed (puch nad puchami):


Po 5 minutach (wybaczcie, że nie okroiłam zdjęcia, ale nie mogłam powstrzymać się od śmiechu widząc ,,obiekt'' w prawym rogu zdjęcia. O jego istnieniu dowiedziałam się dopiero przerzucając obrazy do komputera. Zobaczcie jak pozuje :D)


Po 10 minutach (coraz mniej odstających włosków!)


Zaznaczam, iż nie rozczesywałam jeszcze włosów i nie wsmarowywałam w nie żadnej odżywki ani serum b/s.

Oczywiście metoda sprawdzi się u dziewczyn długowłosych, chociaż końcówki można tak wyprostować w każdej chwili.

Edit: Mały bonus filmikowy. Włosy po ok. 30 min. prostowania (wybaczcie moje domowe odzienie :D)

video


Wypróbowywałyście takiej metody ,,prostowania'' włosów? Sprawdza się u Was tak samo dobrze?

Zgłaszajcie swoje pomysły na mojego maila. Każdy jest bardzo cenny! Szczegóły TUTAJ

niedziela, 15 grudnia 2013

Innovative Nutrient Mask- czyli puch nad puchami


Co oferuje nam producent:
Maska naprawia i odżywia suche oraz zniszczone włosy. Dodaje im miękkości i blasku. (tłumaczenie moje, więc skromne :D)

Skład:

Aqua, cetyl alcohol, glycerin, cetrimonium chloride, cetearyl alcohol, cetremonium bromide, dimethicone copolyol, quaternium-80, parfum, panthenol, methylcloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, eugenol.

Konsystencja i zapach:

Maska jest bardzo gęsta, przez co również bardziej wydajna. Aby pokryć całe włosy wystarcza jej niewielka ilość.
Pachnie przyjemnie- fryzjersko (jeśli mogę określić tak zapach :))

Opakowanie:
Zamknięta jest w wygodnym słoiczku z odkręcanym wieczkiem. Pod spodem znajduje się kolejne- zabezpieczające. Niestety bardzo ciężko jest je otworzyć szczególnie, gdy ma się mokre ręce...

Moja opinia:
Maska trafiła w moje ręce dzięki spotkaniu bloggerek i firmie Rueber. Oferta prosto z Hiszpanii mnie zaciekawiła, więc zaczęłam ją testować na wiele sposobów.
Nie będę się jednak rozpisywać, ponieważ pod każdą postacią była taka sama...
ZŁA.

Za każdym razem po jej użyciu moje włosy były bardzo obciążone i równie mocno napuszone.
Nie dało się ich w żaden sposób poskromić. Z jednej strony wisiały smętnie, a pojedyncze włoski sterczały na baczność na całej długości.

Tak podwójnie złego efektu jeszcze nie doświadczyłam.
Nie zamierzam jej dalej testować, ponieważ wiem, że moje włosy się z nią nie polubiły.

Nie wiem jak by było w przypadku innych wersji, ale jakoś ta odepchnęła mnie od reszty.

Więcej rozpisywania się na jej temat nie widzę sensu, ponieważ bardzo mnie rozczarowała i napewno już do niej nie wrócę.

Miałyście do czynienia z maskami firmy Rueber? Podzielacie moje zdanie?

piątek, 13 grudnia 2013

Test: 3 tygodnie z mocniejszym szamponem i trochę przemyśleń na temat SCS

Do tej pory nie mówiłam Wam, że przeprowadzam test, który opierał się na myciu włosów szamponami z SCS.

Ale teraz trochę o SCS:
Jest to Sodium Coco Sulfate- w skrócie mówiąc jest inną odmianą Sodium Laureth Sulfate (SLES). Inną, ale jaką? Tutaj źródła są różne, jednak najbardziej prawdopodobne wydaje mi się to z bloga Kascysko. Jest ono dość logiczne i brzmi:
,,SCS posiada identyczny numer CAS(spis związków chemicznych) co SLS, więc... jest dokładnie identyczną substancją. Różni je jedynie to, że SCS jest pozyskiwany z kokosa, a SLS otrzymywany syntetycznie. Oczywiście metoda otrzymywania nie wpływa na ich moc.''
Oto link do strony z której zaczerpnięty został cytat: klik.

Do czasu, kiedy przeczytałam ten post byłam święcie przekonana, że SCS jest łagodniejszym składnikiem, ale teraz mam wrażenie, że się jednak myliłam. Muszą się różnić z SLES drogą otrzymywania, ale o ich ,,mocy myjącej'' rzadko się wspomina. Nie ma więc co wynosić Coco na piedestały, ponieważ jak zaraz zobaczycie nie jest ono aż takie łagodne.

Wracając do tematu- do mycia skalpu (i tym samym włosów pianą spływającą po nich) posłużyły mi szampony Lavery, o których pisałam w tym poście



...oraz szampon familijny Sante, na którego napisanie recenzji jeszcze nie jestem gotowa.

Moja pielęgnacja wyglądała identycznie- olej przed myciem, odżywka do zemulgowania przed zmywaniem, mycie, kolejna odżywka d/s i b/s.

Włosy myję średnio 3 razy w tygodniu, więc 3 razy w przeciągu 7 dni mój skalp zażywał kąpieli z dodatkiem SCS.

Na początku było bardzo dobrze, a wręcz świetnie. Pierwsze półtora tygodnia/ dwa włosy zachowywały dłużej świeżość. Przechodziły mi przez głowę myśli, że już nie potrzebują delikatnych myjadeł i wróciły do łask silniejszych szamponów. Były uniesione u nasady i układały się lepiej niż zazwyczaj.
Gorzej było z upływem czasu.

Kiedy nastał tydzień trzeci zauważyłam, że z moimi włosami zaczęło dziać się coś złego.
Puszyły się niemiłosiernie i wyglądały na bardzo suche. Końcówki wołały o pomstę do nieba, chociaż zabezpieczałam je tymi czasy na potęgę.
Włosy przy skalpie zaczęły być przetłuszczone już pod koniec dnia pierwszego (!), co do tej pory nie miało miejsca!

Nie ciężko w tym wypadku o winowajcę. Specjalnie przeprowadziłam ten test, aby sprawdzić jak naprawdę działają myjadła z SCS (niech te słodkie ,,C'' Was nie zwodzi!) i przekonałam się, że szampon szamponowi nie równy.

Znów powracam do delikatniejszej pielęgnacji i oczyszczania raz w tygodniu. Na mojej głowie panuje wtedy spokój i opanowanie- a o to chyba najbardziej chodzi.

Chciałabym również dodać, że mój skalp nie jest bardzo kapryśny. Myślę, że u wrażliwców mogłoby się pojawić również swędzenie i łupież.

Oczywiście nie traktujcie tego posta jako wyroczni. Każdy włos jest inny i może lubić co innego. Nie w każdym wypadku źle zareaguje na silniejsze detergenty, a może nawet będzie je lepiej tolerował.
Najlepiej by było, abyście same przeprowadziły na swoich głowach taki mini test i tym samym stwierdziły, czego tak na prawdę potrzebuje Wasza głowa.

Przeprowadzałyście podobne doświadczenia? Jakie jest Wasze nastawienie w stosunku do szamponów z SCS lub SLES?

środa, 11 grudnia 2013

Miesiąc z olejkiem i mydełkiem Sesa- efekty kuracji

Bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że wygrałam zestaw Sesa. Olejek miałam na początku włosomaniactwa, ale nie potrafiłam go stosować. Wmasowywałam go w skórę głowy naprzemiennie z 3 innymi i nie poznałam prawdziwego działania.
O mydełku czytałam wiele pozytywnych recenzji, a teraz czas przyszedł na moją.


Olejek:

Co oferuje nam producent:
Ajurwedyjsi środek powstrzymujący wypadanie włosów. Stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów. Eliminuje łupież. Receptura olejku pochodzi ze starodawnych ajurwedyjskich pism. Składa się on z 18-tu bogatych w składniki odżywcze ziół, 5 olejków doskonale nawilżających włosy i mleka. Cała receptura przygotowana została według procesu Kshir Pak Vidhi, w którym zbilansowana mieszanka ziół połączona zostaje z mlekiem a następnie aktywowana poprzez 5 olejków.
Olejek jest bogaty w witaminy C i E. Jest to środek powstrzymujący wypadanie włosów, stymuluje wzrost gęstszych, zdrowych i długich włosów, eliminuje łupież. Regularne używanie oleju powoduje że włosy stają się lśniące i zdrowe a cebulki doskonale odżywione.
Produkt nie testowany na zwierzętach.


Skład:
Bhrungraj (Eclipta alba) 3% , Trifala 3% w/v, Brahmi (Saraswathi) (Centella asiatica) 1% w/v, Chameli Pan(Chetika) (Jasminum officinale) 1% w/v, Chanothi (Krishnala) (Abrus precatorius) 0.5% w/v, Dhaturo(Mahamohi) (Datura metel) 2% w/v, Elaychi (Sukshma) (Elettaria cardamomum) 0.5% w/v, Gali pan (kalkeshi) (Indigofera tinctoria) 1.% w/v
, Indravama (Gavakshi) (Citrullus colocynthis) 1.% w/v, Jatamansi (Tapasvini) (Nardostachys jatamansi) 0.5% w/v, Karanj Beej (Chirbilvak) (pongamia glabra) 0.5% w/v
, Neem Beej (paribhadra) (Azadirachta Indica) 0.5% w/v, Mahendi Pan (Henna) (Lawsonia alba) 0.5% w/v, Mandur (Sinhan) (Ferri peroxi dumrubrum) 4% w/v, Rasvanthi (Rasgarbh) (Berberis aristala) 0.5% w/v, Akkal kara (Anacyclus pyrethrum) 0.5% w/v, Vaj (Jatila) (Aconus Calamus) 0.5% w/v, Yashti Madhu (Mulethi) (Glycyrrhiza glabra) 0.5 % w/v
, Milk (Dugdha) 10% v/v, Wheat Germ Oil (Triticum aestivum) 1% , Lemon Oil (Citrus medica) 1% Bogate źródło witaminy C i antyoksydantów, Nilibhrungandi Oil 8% , Til Oil (Sesamum indicum) 25%, Sugandhit Dravya 2% ,Colour : Quinazarine Green SS

(przyznacie, że mega bogaty :))



Opakowanie:
Poręczna, zakręcana buteleczka. Z powodu, że olejek w temp. domowej przyjmuje stałą konsystencję, wydobycie go sprawia nie lada problem
. Polecam przechowywanie go do góry nogami, co zdecydowanie ułatwi jego wyjmowanie.

Konsystencja i zapach:
Olejek jest stały, więc przed aplikacją należy go rozgrzać. Jest zielony i pachnie kadzidłami. Jego woń jest bardzo intensywna, ale ja bardzo lubię indyjskie zapachy.

Mydełko:

Co oferuje nam producent:
Bogate w naturalne zioła oraz 6 olejków mydełko Sesa usuwa problemy takie jak łupież, wypadanie włosów, swędzenie skóry głowy. Jest wspaniałym sposobem na odżywienie włosów.
Polecane do stosowania raz w tygodniu. Zrób dużo piany i wmasuj ją w skórę głowy i włosy. Pozostaw na ok godzinę lub dwie i dobrze spłucz. W zależności od rodzaju włosów, po zastosowaniu może być potrzebne umycie delikatnym szamponem.
Mydełko Sesa jest doskonałym uzupełnieniem kuracji olejkiem Sesa.




Skład:  
Brahmi (Centella Asiatica) 0.15%, Harde (Terminalia Chebula) 0.15%, Amla (Phyllanthus Emblica) 0.10%, Bhringaraj (Eclipta Alba) 0.10%, Billiphal (Aegle Marmelos) 0.10%, Jatamansi ((Nardostachys Jatamansi) 0.10%, Negar Moth (Cyprus Rotundus) 0.10%, Shikakai (Acacia Concinna) 0.2. Non, Edible Oil 1% (Sandal Oil 0.20%, Jaitoon Oil 0.20%, Almond Oil 0.10%, Karanj Oil 0.20%, Neem Oil 0.10%, Alsi Oil 0.20%)

Konsystencja i zapach:
Mydełko przypomina kolorem olejek. Pachnie tak samo intensywnie kadzidłem jak olej. Dobrze się pieni, więc nie mamy problemu z naniesieniem go na włosy.

Wspólnie:

Moja opinia:
Postawiłam wysoką poprzeczkę dla tego duetu. Miałam szczerą nadzieję, że ruszy moje ostatnio oporne włosy. Czy tym razem się nie rozczarowałam?

Olejek wcierałam w skórę głowy regularnie co mycie. Nie był zbyt ciężki, więc bez problemu się domywał.
Na długość włosów nałożyłam go kilka razy, ponieważ było mi go szkoda. Nie zauważyłam spektakularnych efektów. Ładnie się błyszczały i... to chyba tyle.

Mydłem traktowałam skalp raz w tygodniu. Po peelingu nakładałam pianę i pozostawiałam na godzinę, a następnie zmywałam delikatnym szamponem (ten punkt jest potrzebny, ponieważ bez niego na włosach pozostaje wyczuwalny osad pozbawiający blasku).

Co zauważyłam? Pierwszą rzeczą jest zdecydowane ograniczenie wypadania. Po myciu widzę mniej włosów na wannie, a za dnia na szczotce nie pozostaje żaden.
Kolejną kwestią jest wysyp małych włosków, które rosną w szybkim tempie. Starsze również pozamieniały się w spore antenki, które nie dają się w żaden sposób okiełznać ;)

(nie, nie mam wielkiego czoła... to wina zdjęcia, które robi ze mnie człowieka czoło -.-)

Ale co z najważniejszą kwestią- porostem? W tej kwestii się znów rozczarowałam. Jak już pisałam mój przyrost w tym miesiącu wynosił okrągłe 0. Włosy na długości ani drgnęły, co mnie bardzo zawiodło. Na to najbardziej liczyłam w przypadku tego duetu...

Poczułam się lekko zawiedziona, ale podejrzewam, że kurację będę kontynuowała jeszcze ten miesiąc.
Cieszę się, że wypadanie jest w normie, ale liczyłam też na większy przyrost, którego się nie doczekałam.

Nie sądzę, że kupię olejek ponownie ze względu na jego wysoką cenę, a mydełko... może przy okazji kiedyś wrzucę do swojego koszyka :)

Czy tylko u mnie Sesa nie przyspieszyła porostu? Jak zadziałała u Was?

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wyniki konkursu: Kto wygrał okulary Firmoo?


Lubię szybko ogłaszać wyniki konkursów, więc już od samego początku wpisuję Was i mieszam na liście :D
Miło mi, że nie tylko piękne panie brały udział w konkursie, ale również zgłosili się nasi mężczyźni!

Po raz kolejny zdałam się na maszynę losującą oddając jej wybór wybrania zwycięzcy, który będzie mógł cieszyć się nowiutkimi okularami od Firmoo.

Każdy miał równe szanse, a szczęśliwcem tego konkursu został:



Gratuluję i czekam 3 dni na wysłanie adresu z podanego maila na mojego: michasiamini444@gmail.com. Mam nadzieję, że okulary będą Ci się dobrze nosiły!

Pozostałym uczestnikom dziękuję za udział i życzę powodzenia w kolejnych konkursach :).

niedziela, 8 grudnia 2013

Ostatni dzień KONKURSU: Wygraj okulary Firmoo


Jeszcze nie wzięliście udziału w moim konkursie z Firmoo? Nic straconego!
Macie czas do końca dzisiejszego dnia.

Nagroda jest świetna, więc nie ma się nad czym zastanawiać!
Aby wygrać nie musicie mieć bloga, ani wklejać żadnych bannerów. Wystarczy tylko mnie obserwować :)

Zgłaszajcie się więc jak najszybciej TUTAJ.

sobota, 7 grudnia 2013

Duet ze szpikiem norki od Meister Coiffeur- czy napewno taki świetny?


Zacznę od szamponu.

Co oferuje nam producent:
Idealnie oczyszcza włosy i pielęgnuje włosy suche i zniszczone. Nadaje im objętości, życia sprężystości i wygładza je. (moje tłumaczenie, więc nie obiecuję, że jest idealnym odwzorowaniem tekstu)

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Hydrolyzed Collagen, Mustela (Mink) Oil, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cocamide DEA, Glycol Distearate, PEG-4 Rapeseedamide, PEG-15 Coco Polyamine, Glycine, Parfum, Benzyl Salicylate,  Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonono, Linalool, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Methylisothiazolinone, Ethylpaeaben, Methylparaben, Citric Acid, C.I 16255, C.I 19140

Konsystencja i zapach:
Jest dość rzadki. Ma żółty kolor i dość cytrusowy zapach. Obawiałam się go, ale nie potrzebnie.

 
(widzicie tą koronę, jaka mi się ułożyła z szamponu :D?)

Czas na odżywkę.

Co oferuje nam producent:
Idealna dla włosów szorstkich i zniszczonych. Włosy zostają zrekonstruowane, nabierają objętości, życia i elastyczności.
Włosy po trwałej omdulacji są bardziej sprężyste i pełne objętości.

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cocamide MEA, Mustela Mink Oil, Cetremonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Parfum, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acdi, Citric Acdi

Konsystencja i zapach:
Odżywka jest dużo bardziej gęsta niż szampon. Ma perłowy kolor i świeży zapach, ale nie wyczuwam w nim już owocowych nut.


Wspólnie

Opakowanie:
Obie butelki są wygodne podczas stosowania. Zamykane na mój ulubiony klik.
W przypadku szamponu zakrętka jednak mocno się brudzi. Pozostają na niej nieestetyczne, żółte zacieki.


Moja opinia:
Oba produkty otrzymałam na spotkaniu bloggerek od firmy Barbers.
Sprawa obu kosmetyków jest dość kontrowersyjna- są ze szpikiem norki. Dodam, iż sama napewno nie kupiłabym ich w sklepie. Jeśli już je dostałam, to nie pozostało mi nic innego jak ich przetestowanie.

Duetu tego należy używać zgodnie z zaleceniami producenta 2-3 razy w tygodniu. Ma on ograniczać wypadanie i wzmacniać włosy oraz pobudzać je do wzrostu.
Moje testy nie trwały jednak długo i nie dowiedziałam się o jego dobroczynnym działaniu... Dlaczego?

Szampon dość dobrze się pieni, zmywa bez problemu oleje, ale... Strasznie wysusza włosy. Są po nim bardzo tępe i nawet ja (moje włosy zazwyczaj bardzo dobrze się rozczesują nawet po Babydreamie) miałam problem z ich rozczesaniem. Nie mogłam go stosować, ponieważ moje włosy (również i mojej mamy) po jego zastosowaniu były zbyt szorstkie bez względu na to, jaką odżywkę nałożę.

Myślałam, że uratuje go odżywka, ale nic z tego. Dobrze rozprowadza się na włosach, dość ładnie pachnie i nic poza tym. Wysuszała równie jak szampon zapewne ze względu na Isopropyl Alcohol...
Nawet w duecie z innym szamponem pozbawiała moje pasma blasku i bardzo wysuszała końce.

Podsumowując jestem bardzo zawiedziona tymi produktami. Robią na mojej głowie więcej szkody, niż pożytku i napewno do nich nie wrócę. Czytałam ostatnio krótką recenzję mojej koleżanki i również nie była nimi zachwycona.

Miałyście do czynienia z takimi ,,wynalazkami''?

czwartek, 5 grudnia 2013

(14) MSSN... Spuszone włosy (2)



Poprzedni pomysł na spuszone włosy podsunęła nam Ciasteczko. Tym razem nie tak dawno odkryłam coś, co pomaga mi w walce z odstającymi włoskami wokół głowy.

Pamiętam, że poleciła mi go kiedyś w komentarzach pewna osoba, której naprawdę nie pamiętam, ale jestem za tą radę jej bardzo wdzięczna! (Jeśli to czytasz to daj mi znać, że to Ty! :))

Metoda jest banalnie prosta:

1. Po wymyciu włosów lekko odciśnij je w ręcznik, przechyl głowę do dołu (możesz tutaj nałożyć odżywkę b/s) i rozczesz palcami.

2. Przerzuć włosy na plecy i daj im delikatnie podeschnąć przez ok. 15-20 min (ograniczysz tym samym długość suszenia).

3. Czas na suszarkę- (Ona naprawdę nie gryzie! Umieszczę o tym napewno oddzielny post, ponieważ obecnie co mycie suszę włosy, ale oczywiście zimnym nawiewem i nie zauważam żadnych szkód!) Przechyl głowę do dołu i skieruj chłodny strumień zgodnie ze wzrostem włosa. Kontynuuj suszenie, a kiedy długość przestanie być już mocno wilgotna przeczesz ją (również z głową pochyloną do dołu) szczotką z naturalnego włosia i kontynuuj suszenie.

4. Po wysuszeniu możesz raz jeszcze przeciągnąć szczotką po włosach i rozprowadzić na nich odrobinę olejku.

Gotowe :)

U mnie ten sposób daje zdecydowanie widoczną różnicę. Na mojej głowie nie panuje po umyciu tak duży puch jak wcześniej, a i długość jest zdecydowanie bardziej gładka i błyszcząca.

Zgłaszajcie swoje pomysły na mojego maila. Każdy jest bardzo cenny! Szczegóły TUTAJ

wtorek, 3 grudnia 2013

Trochę o produktach z BingoSpa

Chyba każdy już słyszał o produktach z Bingo. Wiele osób bardzo je ceni, a ja podzielam to zdanie.
Od początku czytania recenzji zawsze chciałam coś wypróbować. Pierwszy wybór padł na maskę błotną z zieloną glinką, a następnie po kilku miesiącach otrzymałam do firmy kolejne dwa produkty do testów.


Najpierw pozwolę sobie opisać swoją pierwszą maseczkę z Bingo:


Maska błotna do twarzy z zieloną glinką:
Jest mega wydajna i przyjemnie się na nakłada na twarz. Ma idealną konsystencję i dobrze się rozprowadza. Nie podrażnia i ładnie wygładza twarz. Mam wrażenie, że buzia dostaje odpowiednią porcję nawilżenia, a pory się domykają. Niestety, nie zauważyłam dłuższego utrzymywania się matu skóry.
Pomimo tego otrzymujemy jej elastyczność i gładkość.
Nie musimy się obawiać zapachu błotka. Jest bardzo neutralny i praktycznie go nie czuć.








Mocny peeling błotny do twarzy: kwas glikolowy i mlekowy, kwasy owocowe:
Jak sama nazwa wskazuje peeling jest naprawdę dobrym zdzierakiem. Rozdrobnione pestki owoców mocno szorują twarz i świetnie złuszczają martwy naskórek.
Od razu odradzam go wrażliwcom, bo uwierzcie mi, że jeszcze żaden peeling, jaki do tej pory miałam, nie był tak mocny.
Dla mnie jednak ten efekt jak najbardziej odpowiada. Po takim zabiegu twarz jest bardzo gładka i miękka. Pory są domknięte, a buzia pozostaje matowa przez dłuższy czas.
Należy jednak uważać z częstotliwością jego używania. Osobiście peelinguję nim skórę raz lub dwa razy w tygodniu.





Serum kolagenowe uda, pośladki i brzuch:

Od razu w oczy rzuca się jego dozownik. Wygodna pompka, przez którą wydobywa się nietypowo pachnący krem. Czuję tutaj zieloną herbatę mocno złamaną brzoskwiniowymi nutami. Z czasem zapach staje się lekko męczący.
Nie wierzę oczywiście w ujędrniające działanie wszelkiego rodzaju balsamów, więc w tym wypadku się nie rozczarowałam.
Nawilża ciało i szybko się wchłania. Nie pozostawia smug i tłustej warstwy.
Świetnie koi podrażnione po goleniu nogi. Do tej pory w tej roli nie znalazłam dla niego konkurenta.






Do tej pory jestem zadowolona z produktów BingoSpa. Żaden mnie nie rozczarował i mam ochotę na więcej nowości.
Dziękuję firmie za możliwość testowania serum i peelingu.

http://www.bingosklep.com/

Macie jakieś godne polecenia produkty od BingoSpa?

niedziela, 1 grudnia 2013

Podsumowanie miesiąca: Listopad

Jak chciałam, tak też zrobiłam. Zamiast jasnego brązu postawiłam od razu na ciemniejszy orzech. Niestety, to dla moich rudzielców nadal za mało.
lekko ciemniejsze, ale moim zdaniem tego nie widać na zdjęciu. Przy następnym farbowaniu zdecyduję się na ciemny brąz. Mam nadzieję, że otrzymam kolor podobny do mojego naturalnego.


Możliwe, że źle mierzę, ale moje włosy w tym miesiącu nie urosły... Chyba zacznę nakładać koszulkę z paskami do zdjęć, aby dokładniej to zobrazować.
Lekko się rozczarowałam, bo pokładałam duże nadzieje w kuracje z Sesą. Cóż, mam jednak nadzieję, że to tylko ,,wina'' mojego mierzenia (chociaż robiłam to kilka razy) i włosy chociaż trochę ruszyły z miejsca.
Wiem, że przeszkadza w tym perspektywa zdjęcia, ale widzicie dodatkowe centymetry?

Zrezygnowałam z warkoczyków. Znalazłam inny patent na włosy nienapuszone oraz pełne objętości dla takich małych falowańców jak ja :D. Napiszę o nim w kolnym poście z serii MSSN.

Co używałam w tym miesiącu:
- Mydełko Sesa wraz z olejkiem tej samej firmy. Ich recenzja pojawi się za niedługo.
- Myłam włosy mocniejszymi szamponami z Lavery, które porównywałam tutaj.
- Przetestowałam tłuściocha, jakim jest olejek sezamowy.
- ... oraz olejek od Aroma Group.
- Sumiennie masowałam codziennie skalp masażerem. Włosy plączą się po nim mniej niż dawniej, ale nadal mi to przeszkadza...
- Starałam się polewać skalp płukanką z szałwii, aby poskromić przetłuszczające się włosy u nasady. Nie byłam w tym regularna, więc mam nadzieję, że w grudniu będzie lepiej.

Moje włosy miały się wyjątkowo dobrze. Mniej się puszyły, były pełne objętości i dobrze wyglądały.
Martwi mnie jedno. Ostatnio dwa razy pod rząd zdarzyło mi się ich nie domyć. Największym zdziwieniem był fakt, że nakładałam na nie ten sam ,,zestaw'' co zazwyczaj. Czyżby nie wymagały już olejowania co mycie?

Nie mam dla Was filmiku, ponieważ w pokoju panuje prawdziwa ciemnica, a ja rzadko jestem w domu, kiedy jeszcze nie wkrada się do niego ciemność. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.

Na grudzień planuję jakąś wcierkę, ale jeszcze nie wiem jaką. Za niedługo pojadę do Galerii i rozejrzę się za czymś ciekawym. Jeśli nic nie znajdę wrócę chyba do Jantara.

A jak dla Was minął szary listopad?