niedziela, 2 lutego 2014

O tym, jak prawie ścięłam włosy na jeża, czyli pianka do włosów kręconych Taft

Pozwólcie, że swoimi wrażeniami ze studniówki podzielę się z Wami w następnym poście.
Mogę powiedzieć, że bawiłam się świetnie, ale dzisiejszy ranek był dla mnie masakrą.

Pozwólcie, że swoje odczucia przedstawię pod postacią recenzji pianki do włosów...


Wybaczcie, ale nie mam ochoty na pełną recenzję. Pianka od razu leci do kosza, więc zrobiłam jej wyłącznie jedno zdjęcie.
Nie chcę mieć z nią nigdy więcej do czynienia...


Opiszę jedynie jak wyglądał cały koszmar.

Przygotowania studniówkowe to oczywiście jedno wielkie zamieszanie.
Postanowiłam, że chcę mieć na głowie loki, a nie żadne wymyślne fryzury, na które zwyczajnie nie było czasu, ani ochoty.

Od czasu do czasu można przecież zaszaleć i trochę ,,pomęczyć'' włosy, więc na mojej głowie wylądowała pianka.
Niestety dopiero pod koniec uświadomiłam sobie ile nałożono mi jej na głowę...

Na każde pasemko szła cała jej garść... Już podczas lekkiego rozczesywania czułam, że to będzie tragedia, ale na przemyślenia było już za późno.
Całość została dosłownie wprasowana w moje biedne włosy gorącą lokówką. Loki były sztywne, ale czułam ich okropną szorstkość. Prezentowały się dość dobrze, ale wiedziałam, że już nie mogę w nie wsadzić swobodnie ręki.

Dzisiaj przyszedł czas na mycie.
Nie uwieczniłam moje ogromnego kołtuna (bo inaczej się tego nie dało nazwać), ponieważ sama nie mogłam nawet na niego patrzeć.
Namoczyłam wszystko i nałożyłam silikonową odżywkę, a następnie zaczęłam włos po włosku wszystko rozdzielać.
Miałam wrażenie, że moje włosy są pokryte jakimś klejem.

Musiałam je myć 5 razy szamponem z SLES, żeby odmyć z nich to dziadostwo... Cały czas były masakrycznie splątane, a za każdym pociągnięciem ręki wylatywała ich dosłownie garść. Chciało mi się płakać...

W pewnym momencie myślałam, ze to już na nic i po prostu trzeba je będzie ściąć. Sprawiały wrażenie czegoś, czego za chiny nie da się rozczesać lub chociaż rozdzielić.

Całe szczęście po 5-tym myciu i nałożeniu odżywki Bingo udało mi się je rozczesać. Całość trwała godzinę jak nie więcej.
Wycięłam chyba 4 supełki, z którymi już kompletnie nic się nie dało zrobić..

Nie chcę się więcej rozpisywać i Wam żalić, ale chciałabym przede wszystkim ostrzec wszystkie dziewczyny, które chcą kręcić włosy.
Uważajcie na ilość nakładanej pianki, żeby nie wyrządzić takiej krzywdy jak na mojej głowie.

Ta, którą mam, może i nie byłaby najgorsza (chociaż nawet dłoń po jej zmyciu była dziwnie szorstka), ale też w takich ilościach przyprawiła mi dzisiaj niezłego stracha.

No... to tyle na dzisiaj. Musiałam się pożalić, a następny post już myślę, że będzie bardziej optymistyczny.

Miałyście podobne sytuacje z piankami?

59 komentarzy:

  1. Współczuję, pewnie sama miałabym niezłego stracha...

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda włosów, ja pewnie bym sie poryczała z 3 razy :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Płakałabym tam na twoim miejscu, współczuję.
    Ja na Sylwestra przesadziłam z lakierem, no w zasadzie to moja koleżanka pryskała. Miałam tak sztywne włosy, myślałam że ten lakier zostanie w nich na dobre. Dopiero po 2 myciach wszystko zeszło jak należy.

    OdpowiedzUsuń

  4. Oj biedaku :( dobrze, że dałaś sobei z tym radę, a painkę będe oomijać szerokim łukiem

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za przestroga napewno jej nie kupie szkoda ze przez ta piankę musiałam tak biedna cierpieć ;(

    OdpowiedzUsuń
  6. O w mordę, współczuję niesamowicie :( ja mam studniówkę za tydzień i na pewno nie zrobię tego moim włosom...

    OdpowiedzUsuń
  7. Loki miałam robione 2 razy w życiu, ale nie zwracałam uwagi w sumie na to ile pianki na nich wylądowało, ale takiej sytuacji na szczęście nigdy nie mialam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Współczuje, znam ten ból. Ja jednak nigdy nie odważyłam się rozczesywać włosów ani przed, ani w trakcie mycia. Niestety to takie niemiłe nauczki na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  9. Masakra ;/ dobrze, że nie używam pianek bo moje cienkie włosy chyba by czegoś takiego nie przeżyły.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja droga, następnym razem nie eksperymentuj, bo i mnie i Tobie będzie szkoda tych pięknych włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie był to jakiś żaden wielki eksperyment.
      Pianka rzecz ludzka I nie była na mojej głowie nowością, ale tym razem napędziła mi niezłego stracha!

      Usuń
  11. o masakra jakaś ;/;/ współczuję ;/;/

    OdpowiedzUsuń
  12. brrr.. a kto Ci robił fryzurę?

    OdpowiedzUsuń
  13. O rany, masakra :/ Fryzjerka Ci taką krzywdę zrobiła? Po lekturze tego posta odechciało mi się eksperymentów z fryzurami na długo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nie, to osoba z rodziny zajmowała się moimi włosami. ;)

      Usuń
  14. O kurcze, powiem Ci, że strasznie mnie zaskoczyła Twoja opinia. Ja mam ją już ponad rok i całkiem dobrze się u mnie sprawdza. Może teraz zmienili jej skład...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe...
      Jutro, jak będę miała odrobinę więcej czasu to spiszę skład z mojej pianki.

      Usuń
  15. o jeny... rzeczywiście nieciekawie. Dobrze, że znalazłaś rozwiązanie i już jest ok:))))

    OdpowiedzUsuń
  16. miałam to samo po mojej studniówce ;/;/ więc znam ten ból kochana ....

    OdpowiedzUsuń
  17. Byłam wczoraj u fryzjera na loki, to babeczka nawet włosów niczym nie zabezpieczyła, żadnym termoochronnym kosmetykiem, dopiero, jak zwróciłam jej uwagę, żeby czegoś użyła, to mówiła, że i tak kręci na małej temperaturze.. No boże.. Ostatecznie i tak nie zrobiła tego, o co ją prosiłam, więc musiałam umyć włosy i kolejny raz je katować - prostownicą. Współczuję niemiłego poranka, mamy już nauczkę na temat fryzjerów ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko ładnie pięknie, tyle, że ja oddałam swoje włosy w ręce rodziny ;).
      No cóż, każdy popełnia błędy nawet w stylu: ,, chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle,, :p

      Usuń
  18. eh, dobrze, że mi nigdy nie walą pianek itd. zresztą nawet sobie nie daję, ale masakra dla włosów ;(

    OdpowiedzUsuń
  19. Jejciu, ale Ci współczuję... I to jeszcze taka masakra na studniówce, będziesz mieć kiepskie wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Nie ; D.
      Włosy mocno nie ucierpiały, a ja po prostu nabawiłam się mega stracha. Mam nauczkę, ale mimo wszystko 100-dn będę wspominać bardzo miło! :)

      Usuń
  20. Nienawidzę pianek :/ Kojarzą mi się z poplątanymi i posklejanymi włosami.

    OdpowiedzUsuń
  21. O rety, współczuję!! Ja nie przepadam za piankami, nawet jesli nakładam małą ilość na całe włosy, to i tak są tak posklejane, że nie idzie z tym wytrzymać. Z drugiej strony jestem bardzo ciekawa Twojej fryzury i mam nadzieję, że ją pokażesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam, że się ponownie ujawnię w następnym poście :D.

      Usuń
  22. Myślę, że poza ilością pianki zaszkodziło smażenie jej prostownicą. Pianka służy do nakładania na wilgotne włosy i wysuszenia włosów, w żadnym wypadku nie do kręcenia czy prostowania włosów w wysokiej temperaturze. Ech, szkoda gadać. Cieszę się, że się nie poddałaś i cierpliwie wyczesywałaś. Studniówka jest tylko raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się bawić, to się bawić.... ; D
      Cieszę się, że nie opuszczała mnie cierpliwość!

      Usuń
  23. Myślę że trafiłaś na jakąś niekompetentną fryzjerkę, nigdy nie słyszałam żeby nakladać piankę i od razu kręcić na nią włosy. Dosłownie przegowała ci tą piankę na głowie i powstało takie coś ;p Ja też mam ostatnio włosowy kryzys, włosy wypadają stały się jakieś elektryzujące, są cienkie i wyglądają smętnie. Rozważam ścięcie ich o jakieś dobre 5 cm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami podcięcie daje dużo dobrego ;).
      Jeśli nie ,,obawiasz się'' o długość to tnij śmiało!

      Usuń
  24. UUuu współczuje.Chyba poważnie się zastanowie kiedy będę chciała kupić jakąś piankę.Dobrze ,że nie skończyło to się ścięciem włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Moje włosy w ogóle nie znoszą pianek, ostatnią kupiłam 5 lat temu:P Zawsze mam po nich taką masakrę jak Ty... Lakier do włosów jest moim zdaniem lepszą alternatywą, może mówię tak bo mam proste włosy, ale uważam, że pianki są tylko do krótkich, kręconych włosów, im dłuższe tym gorzej to wszystko wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze nawet TYLE pianki nie dało rady moim włosom.
      Nie są proste jak druty, ale falowane i loki utrzymują się na nich dość długo.
      Mimo wszystko nic nie podoła tańcowi i pod koniec imprezy zamiast loków był już tylko lokowany kołtun :D

      Usuń
  26. masakra.... nie miałam takiej sytuacji

    OdpowiedzUsuń
  27. Współczuję, nie miałam takiej sytuacji. Na swojej studniówce również miałam loki ale wszystko spokojnie mogłam potem zmyć. A pianki i lakieru było dość dużo :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Dobrze, ze przynajmniej na studniowce sie swietnie bawilas :) Z pianka to jakas tragedia, wspolczuje stresu i meczarni i absolutnie sie nie dziwie, ze kosmetyk laduje od razu w koszu ;( Loki chociaz sie utrzymaly?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utrzymały się dość długo, ale nie dotrwały do końca.
      Jak już pisałam wyżej na mojej głowie pozostał tylko duży, lokowany kołtun ;)

      Usuń
  29. oo... nie przyjemną miałaś sytuacje..;/

    OdpowiedzUsuń
  30. Oj bardzo Ci współczuję Kochana :/ Wiem, że takie włosowe katastrofy dobijają, człowiek się stara, dba jak tylko się da o kudełki, a tu taki "dramat" :/ Mam nadzieję, że dobra pielęgnacja podoła i uda się naprawić wyrządzone szkody, trzymam kciuki za Twoje włoski :-***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że będzie gorzej, ale włosy nie są w bardzo złej kondycji.
      Trochę suche, ale żadnych większych szkód poza tym.
      Całe szczęście i dziękuję ;)

      Usuń
  31. Współczuję, ale całe szczęście, że tak się skończyło...

    OdpowiedzUsuń
  32. W takiej ilości to chyba żadna by się nie sprawdziła ;/

    OdpowiedzUsuń
  33. ŚWIETNIE, BARDZO MI SIĘ PODOBA :) z chęcią daje do obserwowanych
    życzę dobrej nocy oraz zapraszam również w moje skromne progi

    www.nataliamajmonroe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Współczuję Ci kochana Twoich zmagań ze zmyciem tej pianki :( Jak czytałam Twój post, to o mało nie zemdlałam :( Cieszę się, że udało Ci się doprowadzić swoje włoski do porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Dobrze, że nie skończyło się drastycznym cięciem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko zabrałam się za rozdzielanie włosów przeszła mi przez myśl taka opcja, bo wydawały się nie do rozplątania!

      Usuń
  36. Przeczytałam tytuł i aż się przestraszyłam...
    Pamiętam, jak po mojej studniówce miałam na włosach tonę lakieru i myłam kilka razy, dodatkowo jeszcze milion wsuwek. Masakra ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. nie znamy i znać nie chcemy jakoś:)

    OdpowiedzUsuń
  38. To rzeczywiście jakiś bubelek na szczęście ja nie używam pianek ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Co za fryzjerka, która nakłada aż tyle pianki :/ Ja stosuję rzadko w ilości małej mandarynki na całe włosy.

    OdpowiedzUsuń
  40. Fryzury ze studniówki nei wspominam najlepiej, Nie wspominam jej bo w sumie pierwsze co zrobilam jak przyszłam do domu to włozylam glowe pod kran i zmyłam włosy - były tak sztywne jak wsuwki, których miałąm na włosach milion. Uczesalam sie sama.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli zaciekawił Cię post zostaw komentarz. Będę bardzo wdzięczna :)