sobota, 5 kwietnia 2014

Olejowanie, które jest najskuteczniejsze dla moich włosów- na odżywkę

deviantart.com

Już od dawna zabieram się za tego posta, ale nigdy mi do niego nie po drodze.

Na samym początku włosomaniactwa olejowałam włosy na sucho. Kilkakrotnie wypróbowałam metody na mokro, ale nie przynosiła większych efektów.
Od tej pory cały czas stawiałam wyłącznie na sam olej, aż do pewnego momentu, kiedy nałożyłam pod niego odżywkę.

Pomimo pozorów wcale nie jest to bardziej pracochłonna metoda od zwykłego olejowania. Nie zmęczymy się przecież nakładając trochę odżywki na suche włosy ;). Następnie na tak ,,przygotowane'' pasma wsmarowujemy swój ulubiony olej.
Jaka odżywki obecnie używam? Jest to Deba, którą dorwałam w Biedronce za ok. 3 zł. Myślę, że w tym wypadku możemy postawić nawet na te, które solo u nas niewiele działają.

No i teraz najważniejsze- efekty!

Zacznijmy od tego, że przy olejowaniu na odżywkę, nie ma mowy o niedomyciu włosów. Od tej pory nigdy na mojej głowie nie zagościł przyklap, nawet przy nakładaniu ciężkiego olejku arganowego!
Zauważyłam znacznie ograniczenie się puszenia. Pojedyncze włoski są ujarzmione i dobrze się układają.

Włosy wydają się bardziej ,,napite'', a co za tym idzie- mięsiste. Nie doświadczyłam wcześniej tego efektu podczas zwykłego olejowania.

Ta metoda spisuje się na mojej głowie najlepiej i póki co nie zamierzam z niej rezygnować. Przyznaję, że jeszcze nie miałam okazji testować olejowego serum w sprayu, ale na pewno to się zmieni jak będę miała odrobinę więcej czasu!

Jakie są Wasze ulubione metody olejowania? Może macie do zaproponowania coś innowacyjnego :)?

środa, 2 kwietnia 2014

Balsam Seboradin Niger do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania


Co oferuje nam producent:
Jest doskonałym preparatem kondycjonującym włosy, działa przeciwzapalnie i przeciwłupieżowo oraz przeciwdziała wypadaniu włosów. Zawiera naturalne wyciągi ziołowe z tataraku i dziurawca, a także wyciąg z czarnej rzodkwi bogaty w sole mineralne i związki siarki.
Wskazania: zalecany jest jako niezbędny preparat pielęgnacyjny do włosów osób cierpiących na łojotokowe zapalenie skóry, łuszczycę, łupież, świąd skóry, słabych i skłonnych do wypadania.
Efekty: stosowany systematycznie zmniejsza łojotok, działa przeciwzapalnie i przeciwłupieżowo, powoduje, że włosy stają się lśniące i puszyste, przeciwdziała elektryzowaniu się włosów.

Skład:
(Uwaga! Składy się zmieniły. Mam już niestety nową wersję i nie jestem z niej za bardzo zadowolona, ponieważ zawiera aż trzy drażniące alkohole!)

Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Pinus Sylvestris Oil, Alcohol Denat, Acorus Calamus Extract, Hypericum Perforatum Extract, Raphanus Stavius Root Extract, Coriandrum Sativum Oil, Alcohol, Citric Acid, Melaleuca Artelnifolia Leaf Oil, Thymol, Cl 17200.

 

Opakowanie:
Miękka i wygodna w użytkowaniu tubka. Bez problemu można z niej wydobyć produkt. Zamyka się na klik, który przy tym się nie brudzi.

Konsystencja i zapach:
Balsam jest bardzo rzadki. Ma lekko różowy kolor i szybko wchłania się we włosy, przez co jest mało wydajny. Mimo wszystko w moim wypadku będzie wystarczył na długo, ponieważ nie ląduje na długości, a dlaczego? O tym za chwilkę.
Pachnie specyficznie jak dla tej serii rzepą, co mi w żadnym wypadku nie przeszkadza. Jej woń nie utrzymuje się długo na włosach, chociaż po spłukaniu czuć ją przez krótki czas.

Moja opinia:

Porównując skład starszych wersji, a tej, można stwierdzić, że jest to niebo, a ziemia...
Jeszcze w żadnej odżywce nie widziałam aż 3 alkoholi przewijających się przez skład. Mimo wszystko przystąpiłam do jej testowania.

Nakładałam ją przeważnie na skalp, ponieważ długość przesuszała i puszyła. Nie ma co się dziwić, z tak ,,suchym'' składem robi to, czego nie powinna. Postanowiłam więc stosować ją wyłącznie na mój mega odporny skalp.

W tym wypadku było już lepiej. Przyznam, że skóra głowy wolniej się przetłuszcza. Nie jest to jakiś spektakularny efekt, ale różnica jest widoczna. Można powiedzieć, że przedłuża on świeżość o jakieś 3-4 godziny. Szału nie ma, ale zawsze coś.
Włosy przy samej skórze głowy są mięciutkie i przyjemne w dotyku- polubiły się ze składem, a szereg alkoholi jeszcze im nie straszny.

Myślę, że wrażliwców może podrażniać i powodować swędzenia skalpów, więc trzeba uważać.

Będę ją jeszcze testowała z szamponem oraz lotionem, ale jestem pewna, że na długości na pewno nie wyląduje...

Próbowałyście tego balsamu z nowym składem? Również nie przemawiają do Was te alkohole..?

poniedziałek, 31 marca 2014

Podumowanie miesiąca: Marzec

Czy dla Was ten rok też tak szybko mija? Ja nie nadążam w przekładaniu kartek z kalendarza.
Przede mną miesiąc nauki do matury, ale czy kwiecień musi mi się tylko z tym kojarzyć? Otóż nie, ponieważ pod jego koniec mam urodziny! Jedna pozytywna rzecz :)


Tym razem zdjęcie pokazuje wygląd moich włosów w prawdziwym świetle na dworze. Prawidłowej perspektywy brak, więc przyrostu nie widać, ale w sumie może to i racja, bo po zmierzeniu pasemko kontrolne ma nadal 53 cm...
Można więc powiedzieć, że długość ani drgnęła pomimo sumiennego wcierania wody brzozowej- szkoda.

Tego dnia akurat na mojej głowie panował bad hair day. Myślę, że jest to spowodowane zaniedbaniem przez kilka dni olejowania, ale teraz już całe szczęście wszystko wraca do normy.
Przedziałek na zdjęciu wygląda moim zdaniem okropnie... Zaczynam się martwić, czy mam aż takie rzadkie włosy, a może tylko tak się ułożyły...

Na recenzję maski o której pisałam miesiąc temu musicie poczekać, ale niestety nie okazała się mega hitem. Nie wiem dlaczego moje włosy tak świetnie na nią wtedy zareagowały. Najwidoczniej miały dobry dzień ;)

Co się działo w tym miesiącu:
- Napisałam recenzję wcierki do włosów przetłuszczających się od Seboradinu, którą testowałam przez cały luty.
- Wypróbowałam produkty do higieny intymnej od Green Phramancy na włosach.
- Wykończyłam maskę Bingo ze spiruliną i kreatyną, która przypadła mi do gustu.
- Zmiękczałam włosy odżywką Balea Oil Repair, której ostatnio jestem wielką fanką.
- Wcierałam sumiennie wodę brzozową z Glorii, której recenzji możecie się za niedługo spodziewać.
- Nakładałam przed myciem na skórę głowy olejek od Green Phramancy z arganem.
- Peelingowałam skalp cukrem oraz odżywiałam mydełkiem Sesa.
- Zdenkowałam wszystkie maski! Czas na samoróbki ;)
- Nadal raz w tygodniu nakładałam na włosy mieszankę i kontynuowałam złożoną pielęgnację. W tym tygodniu również pojawi się wpis na ten temat, ale uwaga- nie o moich włosach, a o jednej z czytelniczek!

Sama nie wiem co będę wcierała w kwietniu. Myślę, że będą to ampułki z Seboradinu przeciwko wypadającym włosom, bo coś ostatnio zaczęły migrować mi z głowy. Obawiam się, że to wina olejku z GP. Po wersji z czerwoną papryczką miałam niestety podobnie.

Postaram się jak najszybciej napisać o mojej nowej metodzie olejowania na odżywkę. Już od dawna chodzi za mną ten post, ale nie mogę się przybrać do jego napisania. Na pewno w najbliższym czasie się to zmieni- obiecuję!

Jakieś plany na kwiecień? Może zmiana na wiosenną pielęgnację ;)?

sobota, 29 marca 2014

Denko (12)

Postanowiłam zmienić odrobinę swoją formę denkowych postów. Bardzo spodobało mi się ich prowadzenie na blogu Kociamber (którą serdecznie pozdrawiam :)) i za jej zezwoleniem od dzisiaj coś podobnego ukaże się u mnie.
Skąd chęć zmiany? Dajmy przykład- dana rzecz sprawdziła się na moich włosach, ale np. ze względu na cenę zaznaczę, że Nie kupię jej ponownie. Mimo wszystko, przecież dany produkt się spisał, a i tak trafia do przegródki z bublami ;)


Co się sprawdziło:

1. Maska Biovax naturalne oleje- świetnie wygładzała i zmiękczała moje włosy. Pisałam o niej już tutaj. Bardzo polubił ją także mój TŻ i myślę, że będę do niej często wracała.

2. Serum kolagenowe Bingo Spa- Genialnie sprawdzało się po goleniu. Goiło ranki i nawilżało nogi. Jego krótką recenzję zamieściłam w tym poście.

3. Malinowy peeling do ciała Joanna
- Uwielbiam wszystkie peelingi z tej firmy. Malina również mnie nie zawiodła. Ładnie pachnie i wygładza ciało oraz równie dobrze peelinguje. Mogłabym się jedynie przyczepić do niezbyt poręcznego i lekko twardego opakowania, ale działanie to wynagradza.

4. Maseczka do twarzy z zieloną glinką BingoSpa- miałam ją bardzo długo i jej mini recenzję zamieściłam tutaj. Nawilżała twarz i odświeżała ją. Moja buzia była dłużej matowa!

5. Sól do kąpieli Dresdener Essenz Wellness o zapachu czekolady- moja wygrana w konkursie. Zakochałam się w jej zapachu, który wypełniał łazienkę (uwaga!) przez bardzo długi czas. Nienachalna i kojąca woń prawdziwej czekolady umilała moje kąpiele. Rozpuszczała się do ostatniej drobinki i delikatnie nawilżała ciało. Jeśli tylko gdzieś ją spotkam to bez wahania kupię na chłodne wieczory.

Średniaki:

1. Antycellulitowy peeling od Eveline- otrzymałam go na spotkaniu bloggerek, które odbyło się na wakacjach, a więc towarzyszył mi dość długi czas. Bardzo dobrze ścierał i wygładzał skórę. Peelingowanie nim było przyjemne i aż czuło się na skórze mrowienie. Mimo wszystko nie zauważyłam chociaż najmniejszego napięcia, albo ujędrnienia skóry...

2. Maseczka Lagenko- Strasznie trudno mi się ją wykonywało. W środku znajdziemy malutki słoiczek z kolagenem oraz saszetkę z glinką. Należy połączyć oba produkty bez dodawania czegokolwiek, a następnie nałożyć na twarz. Kolagenu niestety było zbyt mało i maseczka zbiła się w grudki. Koniecznie musiałam dolać wody, bo inaczej niemożliwym byłoby nałożenie jej na twarz. Cudów nie zrobiła, chociaż zmatowiła buzię i lekko ją wygładziła.

Buble:


1. Saszetka intensywnie regenerującego szamponu Biovax- wystarczyła mi na jedno użycie, ale od razu wiem, że go nigdy nie kupię. Dlaczego? Po myciu moje włosy były puszyste, ale już po nocy bardzo szybko się przetłuściły! To zdecydowanie nie produkt dla mnie.

Podoba Wam się nowa forma denka? A może wolicie starą?
Czekam na Waszą opinię ;)

piątek, 28 marca 2014

Podlaskie spotkanie ,,Przy jajeczku''

Dzisiaj krótko, ale niestety nie mam głowy do napisania czegokolwiek. Pomijając.. ;)

Chciałabym zaprosić wszystkie urodowe blogerki na spotkanie w Białymstoku:


Wszystkie szczegóły dotyczące spotkania zaleziecie w TYM poście!

środa, 26 marca 2014

Przetłuszczająca się skóra głowy, kontra suche włosy


Posiadaczki włosów przetłuszczających się u nasady i suchych od połowy długości zapewne znają ich problem i wiedzą, jak ciężko doprowadzić je do porządku.

Niestety ja również borykam się z podobnym problemem, ale ostatnio udało mi się poniekąd na niego wpłynąć. Co mi w tym pomogło? Emolienty!

Wcześniej stawiałam głownie na nawilżające odżywki i półprodukty. Do każdego sklepowego produktu dodawałam gliceryny (którą oczywiście moje włosy lubią), ale to nadal było za mało. Skalp porządnie oczyszczony, ale długość nie była dociążona i wyglądała na zniszczoną oraz puszącą się.

Od kiedy zaczęłam praktykować złożoną pielęgnację pojawiły się nowe eksperymenty, które można powiedzieć odmieniły mój rytuał mycia.
Do tej pory stosowałam oleje wyłącznie przed szamponem, a po nim obawiałam się, że przetłuszczą lub zaczną strączkować długość. Oczywiście, że to może się wydarzyć, ale tylko wtedy, kiedy nieumiejętnie zastosujemy emolienty!

Jak ja to robię i co się w moim wypadku sprawdza?

Przed myciem nie żałuję oleju na długość i skalp. W pierwszym wypadku nakładam go na odżywkę, co jest naprawdę rewelacyjną metodą, o której napiszę zapewne za niedługo.

Kiedy wymyję już głowę i zdecyduję jaką odżywkę mam nałożyć, wylewam jej odpowiednią ilość na talerzyk, a następnie dodaję do niej 3-4 krople oleju. Jeszcze kilka miesięcy temu nie odważyłabym się na taki krok, ale jednak się opłacało.

Taką mieszankę oczywiście nakładam od ucha w dół i uwierzcie mi, że nie ma mowy o żadnym strączkowaniu, albo wizualnie tłustej długości. Włosy są bardziej mięsiste, nawilżone i zdecydowanie mniej się puszą.

Po myciu również nie unikam emolientów. Rozcieram kropelkę jakiegoś tłuściocha i wmasowywuję w końce :)

Od kiedy zaprzyjaźniłam się do końca z olejami, moje końcówki wyglądają na o wiele zdrowsze, a i na długość nie mam co narzekać!

Dla wszystkich dziewczyn, które obawiają się jeszcze emolientowej pielęgnacji- nie ma w niej nic strasznego! Spróbujcie, a zapewne nie pożałujecie! Oczywiście nie zapominajcie tylko o umiarze :)


Dodajecie oleje do odżywek? Również nie mogłyście się do takiego sposobu na początku przekonać?

poniedziałek, 24 marca 2014

Złożona pielęgnacja (4)

Właśnie dziś nadszedł ten moment- nie mam już żadnej maski do włosów :D
Co prawda odżywek jest kilka, ale do dzisiejszej mieszanki po raz ostatni wykorzystałam olejową maseczkę z Biovaxa. Już za nią tęsknię!

Wracając do sedna- co dzisiaj wylądowało na mojej głowie?

Oczyściłam włosy szamponem Bioelixire, a następnie na skalp nałożyłam pianę z mydełka Sesa. Na długości znalazła się maseczka Biovax wraz z łyżeczką odżywki białkowej i 5-cioma kroplami oleju ze słodkich migdałów. Pozostawiłam ją na godzinę.

Wszystko zmyłam szamponem dodającym objętości od Planeta Organica, a następnie od ucha w dół wmasowałam odżywkę z Biedronki Deba i pozwoliłam jej działać przez ok. 10 min.
Do ostatniego płukania użyłam wody z 4-rema kroplami nafty kosmetycznej.|

Jak wyglądały moje włosy po takim zabiegu:


miękkie i posiadają odrobinę więcej objętości niż zwykle. Fale są wyraźniejsze, ale długość widocznie się puszy (czego nie widać zbyt dobrze na zdjęciu). Brakuje im dociążenia jak po ostatniej olejowej mieszance.

A może i Wy chciałybyście przyłączyć się ze mną do złożonej pielęgnacji? Z wielką chęcią umieszczałabym u siebie na blogu Wasze pomysły i zdjęcia dopieszczonych włosów :)

Na Wasze propozycje będę czekała na swojej poczcie: michasiamini444@gmail.com