sobota, 11 maja 2013

(3) MSSN... stylizowanie fal


Długo nie mogłam znaleźć odpowiedniej fryzury dla siebie, przy której nie musiałabym męczyć włosów suszarką lub prostownicą.
Po samoistnym wyschnięciu zawsze są bardziej napuszone i nie układają się tak jak powinny.

Myślę, że nie tylko ja borykam się z takim problemem. Po nocy w ślimaczku moje włosy również do najładniejszych nie należą, ale znalazłam sposób, który potrafi okiełznać nieposłuszne fale.

Są to warkoczyki! Kiedy włosy po umyciu podeschną rozczesuję je drewnianym grzebieniem i wcieram odżywkę b/s (w moim wypadku Joanna z miodem), a następnie zaplatam włosy w jeden lub dwa warkocze dobierane.

(Ja staram się brać pasma jak najbliżej czoła, ponieważ zależy mi, aby włosy nie falowały się np. od połowy głowy. Jeśli wolicie taki efekt polecam zwykły warkocz).

Po całej nocy rozplatam delikatnie splot i oto co otrzymuję:

(Tutaj po 2 warkoczach dobieranych. Moja ulubiona opcja)

Im więcej warkoczy na głowie tym drobniejsze fale rzecz jasna :).
Polecam gorąco ten sposób dziewczynom o falowanych włosach, które lubią się puszyć i są nieposłuszne.

Taki splot pozwala na otrzymanie ładnej fryzury bez ingerencji stylizatorów.

A co z zabezpieczaniem?
Podczas dnia nie zabezpieczam ich niczym. U mnie fale nie prostują się i potrafią wytrwać przez dwa dni. (Można je oczywiście zabezpieczać drogeryjnymi produktami np. lakierem, ale ja unikam takich rzeczy. Szkoda mi włosów)
Jeśli kładziemy się spać i związujemy włosy najlepszym rozwiązaniem będzie ponowne zaplecenie warkoczy lub też skręcenie na czubku głowy delikatnego koczka- ślimaczka.

Zaznaczam, że od momentu rozpuszczenia warkocza włosów nie czeszemy! W moim wypadku fale napuszają się i cały urok znika (oczywiście u Was może być inaczej, więc warto kiedyś spróbować).
Jeśli już na prawdę chcemy delikatnie je rozdzielić proponuję przeczesanie ich grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami lub po prostu palcami.

Zgłaszajcie swoje pomysły na mojego maila. Każdy jest bardzo cenny! Szczegóły TUTAJ

30 komentarzy:

  1. Piękny efekt :) Moje włosy niestety nie lubią warkoczy, dziwnie się odgniatają po nich...

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny efekt jak na warkocze :) bosko ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi sie podobaja fale po warkoczach;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ślicznie wyglądasz-piękne włoski-urocze loczki!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę kiedyś spróbować, tym bardziej, że moje włosy lubią się falować a jeszcze bardziej puszyć. Ale nie potrafiłabym ich potem nie czesać. Z puchem radzę sobie tak, że rozczesane włosy związuje w ogon i za ostatnim razem nie przeciągam ich do końca przez gumkę. Po godzinie ściągam gumkę i już nie ma śladu po puchu. Potem czeszę je dopiero po kilku godzinach, gdy już nie mogę wytrzymać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy sposób, muszę kiedyś wypróbować :)

      Usuń
  6. Mam swoje kręcone loczki i nie muszę nic zaplatać :) A z puszeniem nie mam problemu - dobra maseczka i po kłopocie...

    OdpowiedzUsuń
  7. jakie piękne fale!
    muszę kiedyś wypróbować Twój sposób z warkoczykami ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że komentarze docierają, bo ich nie widzimy, ani żadnego komunikatu:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale masz piękne, zdrowe, lśniące włosy, a ta fryzurka- doskonała, oby tak dalej!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam tak samo jak Ty z włosami, kiedy schną samoistnie- pusza się i códa nie wiadomo jakie wyprawiają. I warkocze sa najlepsze. A raczej, w moim przypadku, warkocz :) Więc podpisuję się pod tym sposobem jak najbardziej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie po jednym warkoczy szybko się prostują, więc stawiam zazwyczaj na dwa :)

      Usuń
  11. jeszcze zanim zaczęłam moją przygodę z włosomaniactwem, warkocze dawały tyle, że włosy były piękne tylko przez pierwsze 10 minut, potem robiła się szopa. Teraz widzę, ile dało mi świadome dbanie o włosy: po warkoczu/warkoczach mam śliczne loczki które duuużo mniej się puszą niż kiedyś i bardzo długo się trzymają :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakie śliczne loczki :) U mnie niestety się to nie sprawdza...zawsze po rozpleceniu warkoczy coś mi się dzieje z końcówkami, strasznie się puszą i nie wyglądają dobrze..jedynym sprawdzonym sposobem jest ślimaczek :)
    Radi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie właśnie na odwrót. Po ślimaczku kompletnie nie mogę ich okiełznać przez dobrą godzinę.

      Usuń
  13. Ale ładnie :) I jak błyszczą :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale ślicznie u Ciebie się to prezentuje !
    U mnie jakieś nie wiadomo co wychodzi :/
    Czy to po jednym, czy po dwóch, czy trzech, czy zwiniętych, czy prostych itp.

    OdpowiedzUsuń
  15. U ciebie wygląda to pięknie. Na moich włosach takie ładne fale nie wychodzą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale piękne fale! Ja kiedyś zrobiłam warkocze na noc, ale za bardzo mi się włosy skręciły i nie podobał mi się ten efekt. U Ciebie jakoś tak ładnie to wygląda :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Faktycznie wyglądają pięknie :) Moje włosy są tak proste, że ciężko mi uzyskać fale przy pomocy warkocza :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja robie sobie trzy warkocze zeby nie miec dziwnego przedzialku z tylu glowy :p Marze o takiej dlugosci wlosow jaka masz:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale Ty masz dłuuuuugie a na dodatek piękne włosy!:)
    Zazdroszczę:*

    OdpowiedzUsuń
  20. o, też tak kiedyś robiłam ;) a teraz plotę na noc zwykłego warkocza.

    OdpowiedzUsuń
  21. Że też wcześniej na to nie wpadłam ;D przecież to jeden z prostszych i praktyczniejszych sposobów na uzyskanie fajnego skrętu! Po ślimaczku moje końcówki robią się dziiwne, takie podkręcone i nieestetyczne ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. cudowny efekt ;)
    na moich włosach by taki nie wyszedł gdyż mam krótsze i sporo mniej od Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Pozwolę sobie odświeżyć temat :) A masz może jakiś analogiczny pomysł na stylizowanie fal (tzn chodzi mi o to, żeby przetrwały jak najlepiej noc) dla włosów krótszych i wycieniowanych, z których nie da się niestety zrobić warkocza?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli zaciekawił Cię post zostaw komentarz. Będę bardzo wdzięczna :)