piątek, 13 grudnia 2013

Test: 3 tygodnie z mocniejszym szamponem i trochę przemyśleń na temat SCS

Do tej pory nie mówiłam Wam, że przeprowadzam test, który opierał się na myciu włosów szamponami z SCS.

Ale teraz trochę o SCS:
Jest to Sodium Coco Sulfate- w skrócie mówiąc jest inną odmianą Sodium Laureth Sulfate (SLES). Inną, ale jaką? Tutaj źródła są różne, jednak najbardziej prawdopodobne wydaje mi się to z bloga Kascysko. Jest ono dość logiczne i brzmi:
,,SCS posiada identyczny numer CAS(spis związków chemicznych) co SLS, więc... jest dokładnie identyczną substancją. Różni je jedynie to, że SCS jest pozyskiwany z kokosa, a SLS otrzymywany syntetycznie. Oczywiście metoda otrzymywania nie wpływa na ich moc.''
Oto link do strony z której zaczerpnięty został cytat: klik.

Do czasu, kiedy przeczytałam ten post byłam święcie przekonana, że SCS jest łagodniejszym składnikiem, ale teraz mam wrażenie, że się jednak myliłam. Muszą się różnić z SLES drogą otrzymywania, ale o ich ,,mocy myjącej'' rzadko się wspomina. Nie ma więc co wynosić Coco na piedestały, ponieważ jak zaraz zobaczycie nie jest ono aż takie łagodne.

Wracając do tematu- do mycia skalpu (i tym samym włosów pianą spływającą po nich) posłużyły mi szampony Lavery, o których pisałam w tym poście



...oraz szampon familijny Sante, na którego napisanie recenzji jeszcze nie jestem gotowa.

Moja pielęgnacja wyglądała identycznie- olej przed myciem, odżywka do zemulgowania przed zmywaniem, mycie, kolejna odżywka d/s i b/s.

Włosy myję średnio 3 razy w tygodniu, więc 3 razy w przeciągu 7 dni mój skalp zażywał kąpieli z dodatkiem SCS.

Na początku było bardzo dobrze, a wręcz świetnie. Pierwsze półtora tygodnia/ dwa włosy zachowywały dłużej świeżość. Przechodziły mi przez głowę myśli, że już nie potrzebują delikatnych myjadeł i wróciły do łask silniejszych szamponów. Były uniesione u nasady i układały się lepiej niż zazwyczaj.
Gorzej było z upływem czasu.

Kiedy nastał tydzień trzeci zauważyłam, że z moimi włosami zaczęło dziać się coś złego.
Puszyły się niemiłosiernie i wyglądały na bardzo suche. Końcówki wołały o pomstę do nieba, chociaż zabezpieczałam je tymi czasy na potęgę.
Włosy przy skalpie zaczęły być przetłuszczone już pod koniec dnia pierwszego (!), co do tej pory nie miało miejsca!

Nie ciężko w tym wypadku o winowajcę. Specjalnie przeprowadziłam ten test, aby sprawdzić jak naprawdę działają myjadła z SCS (niech te słodkie ,,C'' Was nie zwodzi!) i przekonałam się, że szampon szamponowi nie równy.

Znów powracam do delikatniejszej pielęgnacji i oczyszczania raz w tygodniu. Na mojej głowie panuje wtedy spokój i opanowanie- a o to chyba najbardziej chodzi.

Chciałabym również dodać, że mój skalp nie jest bardzo kapryśny. Myślę, że u wrażliwców mogłoby się pojawić również swędzenie i łupież.

Oczywiście nie traktujcie tego posta jako wyroczni. Każdy włos jest inny i może lubić co innego. Nie w każdym wypadku źle zareaguje na silniejsze detergenty, a może nawet będzie je lepiej tolerował.
Najlepiej by było, abyście same przeprowadziły na swoich głowach taki mini test i tym samym stwierdziły, czego tak na prawdę potrzebuje Wasza głowa.

Przeprowadzałyście podobne doświadczenia? Jakie jest Wasze nastawienie w stosunku do szamponów z SCS lub SLES?

27 komentarzy:

  1. w lipcu przez ok 2 tygodnie zrezygnowałam z odżywek/masek :) więcej tego nie zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem tuman jesli chodzi o skłądy, SLS jeszcze obczaję ale SCS?? szok, nie wiem o co chodzi, :D mUSISZ mi wytłumaczyć jak się spotkamy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobię to napewno :)
      W sumie myślę, że dobrym pomysłem byłoby zamieszczenie postu z krótkim opisem substancji myjących w szamponach.

      Usuń
    2. Ja też się zapisuję na edukację :D

      Usuń
  3. Miałam podobnie, kilkanaście myć silniejszym szamponem i włosy były zadowolone, a po tych kilkunastu długość była bardziej sucha, nasada przetłuszczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam, ale przez przypadek: delikatniejsze myjadła zagubiły się w stercie przprowadzkowych kartonów ;)

      Usuń
  4. Ostatnio próbowałam wykluczyć z pielęgnacji szampony z SLS, SCS, SLES itd. ale po półtorej miesiąca wróciłam do standardowego oczyszczania. ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja u siebie jednak widze roznice- mam bardzo twardą wode i srodki myjące z SLS wysuszają mi skóre (nie jakoś starsznie, ale jednak), natomiast te z SCS już nie, ale te drugie za to gorzej sie pienią ;) I dla mnie info ze są z kokosa,a nie syntetyczne wystarczy ;)
    Zeby nie było po szampony i żele z SLS też siegam, ale czas od czasu (nie moge sobie odpuscic slicznie pachnących szmaponow i żeli Balea;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego napisałam na dole, że każda głowa ma inne upodobania :)
      W moim wypadku jedne i drugie wysuszają długość włosów i przyczyniają się do szybszego przetłuszczania się... Ot takie zamknięte koło..
      Owszem- zapachom Balei jest strasznie ciężko odmówić!

      Usuń
  6. Ja mimo wszystko myję włosy szamponami z SLES, bo "łagodne" szampony się u mnie wcale nie spisały, ale włosy mają się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytalam jakis czas temu, juz nie pamietam gdzie, ze SLS I SCS to mimo wszystko ta sama grupa... Uzywam obecnie tylko do oczyszczania i skonczyly sie ropne strupy na glowie i tym podobne przygody. Codziennie dziekuje, ze odkrylam Wlosomaniaczki, bo silne szampony ewidentnie mi nie sluzyly. Nie wiem dlaczego, ale nie polubilam sie z Lavera ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. To pewnie ten sles wysuszył włoski :/ Ja sporadycznie używam tego typu szamponów do oczyszczania, na co dzień wybieram łagodniejsze warianty :)
    Kochana zapraszam Cię do wzięcia udziału w moim pierwszym MEGA rozdaniu na blogu, buziaki :-***

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja od dwóch tygodni Dzień w dzień myję szamponem z sls. Zdecydowałam się na to, d szukając winowajcy wypadania i kupując ku temu szampon ze skrzypem, akurat padło na taki z sls. I moje wnioski są takie: włosy wpadają mniej (!), ale końce powoli się przesuszają, nad czym aktualnie staram się zapanować.
    I bądź tu babo mądra...
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie na wypadanie doskonale pomogło mydełko Sesa :)
      Myślę, że aby nie przesuszać włosów mogłabyś używać tego szamponu raz lub dwa w tygodniu (musisz obserwować ich zachowanie).
      Moim zdaniem wypadanie zostałoby ograniczone, a włosy nie byłyby tak przesuszone!

      Usuń
  10. podejrzewam, że mój skalp po pierwsze: zbuntował się i zaczął niemiłosiernie swędzieć, po drugie: szybsze przetłuszczanie murowane, a końce byłyby zmasakrowane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i u mnie :) Ale przede wszystkim byłabym wielkim chodzącym strupem :(

      Usuń
  11. Michasiu,zauważyłam to samu-przy dłuższym stosowaniu kosmetyków z sls sles,scs,skóra głowa jest podrażniona,włosy suche.

    OdpowiedzUsuń
  12. SCS nie próbowałam, ostatnio wracam do trochę mocniejszych szamponów i póki co włosy się nie buntują. Z czasem okaże się czy tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie również na początku było przyzwoicie, ale później zaczęły się schody...

      Usuń
  13. O SCS pierwsze słyszę, a jeśli chodzi o szampony z SLES to używam ich sporadycznie, bo przy dłuższym i ciągłym stosowaniu skóra głowy staje się ''ściągnięta'', a włosy suche i napuszone...

    OdpowiedzUsuń
  14. No popatrz... Ja używam ostatnio coraz częściej, raz w tygodniu CSC i SLS.. Jak do tej pory nie zauważyłam niepokojących sygnałów.

    OdpowiedzUsuń
  15. u mnie nie ma reguły, miałam szampon z Yves Rocher na poczatku naturalnej pielęgacji wersje z mleczkiem owsa któy ma als i włosy były nawilżone wg nie wysuszone, inny szampon z sls wysuszał, po szamponie love2mix maja sie swietnie.. to zalezy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciężko uniknąć któregoś z tych składników tak na prawdę....... my jakoś nie przywiązujemy większej wagi do tych składników, nam po prostu nie zawsze szkodzą, chociaż zdarzał się łupież i wysuszenie... pewnie za to można by winić SLS??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście.
      Silne detergenty podrażniają skórę, przez co staje się sucha i zaczyna się złuszczać (łupież). Może skusilibyście się na jakieś delikatniejsze szampony :)?

      Usuń
  17. Ja teraz też stosuję silniejszy szampon. Jakoś od 1,5 tygodnia testuję jak działają na mnie takie detergenty i na początku też było fajnie, potem włosy bardzo odbiły się od skóry głowy, ale... na długości stają się przesuszone i takie sztywne. Raczej u mnie lepiej spisują się te delikatne.

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj tak, u mnie wystarczyła zamiana odżywki myjącej na delikatny szampon hipp, żeby włosy były bardziej suche i sztywne, a skalp swędział, wolę nie myśleć, co by było po silniejszym detergencie ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli zaciekawił Cię post zostaw komentarz. Będę bardzo wdzięczna :)